czwartek, 3 kwietnia 2025

Kolejny powrót do biegania

Ileż razy to już wracałem do biegania??? 5 może 6. Zimą było mało biegania 2-3 razy w tygodniu a nawet raz. Gdzieś tam 4 zdarzyło się. Zatem ten czas zmarnowany. Nic jest wiosna należy to wykorzystać.


Jestem na diecie, bo waga grubo z ponad 8 z przodu nie napawała optymizmem do tego aby jeszcze dobrze biegać. 

Jednak badania, konsultacje i zmiana nawyków żywieniowych doprowadziła do tego że w 31 dni jest mniej o...6,2 kg. Jest 7 z przodu i teraz tylko to utrzymać. Z tej radości aż pobiegłem z rana w wschodzącym słońcu tylko 6,5 km klasyczny domek bardzo spokojnie i zachowawczo ale zawsze coś.

Była lekka rozgrzewka i rozciąganie. Oczywiście wypiłem szklankę wody i w drogę. Jest ciepło to na krótki w spodenkach i kompresach. Na spokojnie kilometr za kilometrem wśród budzącej się do życia przyrody. Jest już zielono. Ptaszki śpiewają.




Lekki powiew wiatru chłodzi dobrze. Dobrego ładna poświata z mgły nad rzeką. Pięknie to wkomponowuje się w wschód słońca.

Czas mało istotny ale ważne że wstałem z rana i te 6,5 km przebiegłem. Celu poza tym aby biegać regularnie nie mam. Zawody jakoś nie kręcą mnie chyba, że będą gdzieś w okolicy. Ważne będzie aby podtrzymać tradycję i jeden maraton w roku przebiec.

środa, 27 listopada 2024

Maraton w Larnace na Cyprze


Podobnie jak w ubiegłym roku podszedłem z marszu do maratonu. Przez ostatnie miesięcy najwięcej biegałem 14 km jednorazowo. Ostatni półmaraton przebiegłem w Wiązownej w końcu lutego 2024 roku. O ile w Koszycach rok temu miałem trochę więcej wybiegania to w tym roku moje treningi ograniczały się do 2-3 razy w tygodniu zwykłego szurania po 5"30/5:30 km z rzadkim urozmaiceniem czy przyspieszeniem. Nie ćwiczyłem i nie urozmaicałem ostatnio aktywności fizycznej. Tym razem padło na maraton do pobiegnięcia na Cyprze w Larnace. Skoro byłe tu służbowo to dlaczego by nie pobiec.


Dzień wcześniej odebrałem pakiet startowy w którym była koszulka, worek na buty, numer startowy z agrafkami, próbka maści oraz ulotki. Pojadłem trochę makaronu. Dawnym zwyczajem nie biegałem 5 dni przed startem.

Start był o7 rano. W nocy przeszła burza i mocno popadało co dobrze zrobiło po upalnym czasie na Cyprze. 


W Larnace start był umiejscowiony od hotelu dosłownie 120 metrów.  Atmosfera od rana udzielała się wszystkim startującym zarówno na królewskim dystansie jak i w półmaratonie.

Ponad 800 osób ruszyło kilka minut po siódmej an ulice cypryjskiej Larnaki. Plan na bieg był... a raczej go nie było. Jedynie co to usadowiłem się z zającem na 4 godziny. 

 

Wiedziałem,że to takie porywanie się ale chciałem zrobić dobrą minę chociaż. Trasa po mieście typowo asflatowa. Punkty odżywcze były co 2,5 km. Zabrałem 4 żele i jedne magnes w płynie.


Zacząłem powoli pierwszy km ponad 6 na km ze względu na tłum na starcie. Potem trochę się poluźniło i leciałem za zającem. Szarpał trochę bo stawał na punktach a później gnał. Raz 5:38/km raz 5:26 a inny km 5:27 przecież powinien lecieć tak po 5:40/km Nic jakoś się jego trzymałem. Po drodze ludzi sporo na trasie, którzy dopingowali. Pierwsze okrążenie miało 15 km i potem powrót na to samo. 

Po 28 km skręciliśmy w kierunku lotniska i jeziora słonego. Jeszcze mała agrafka do meczetu. Do 32 km biegło mi się dobrze i w miarę równo po 5:35 i trochę byłem przed zającem. Pierwszy żel po 7 km potem na 15 pół żelu i 24km. Po 32 km jednak czułem,że nie będzie łatwo tego tempa utrzymać. Nie walczyłem zbyt mocno tylko zwolniłem do jakiś 6/km. Zając dopadł mnie i wyprzedził nie goniłem go. Spokojnie km po kilometrze dobiegłem do mety. Ani razu nie stawałam ani nie maszerowałem. Choć po 32 km na punktach sporo straciłem bo zwalniałem. Dałem radę i wbiegłem samolocikiem na metę. 
 
 
Czas 4 godziny 8 minut nie jest jakiś powalający ale maraton przebiegnięty.Była radość i satysfakcja. Kilka osób z Klubu Biegacza Biała Biega pobiegło półmaraton i jedna ten maraton.
 
 
We wtorek robiłem już rozbieganie nad morze i było w porządku. Nogi nie bolały tak za bardzo. Samopoczucie było dobre więc taki maratonik nie wykończył mnie jakoś.



Nie skatowałem się na tyle abym nie dał rady chodzić.  Wystarczy przepracować zimę i śmiało godzinę szybciej da rade pobiec maraton na wiosnę.

środa, 13 listopada 2024

Biegam i nie biegam a jednak biegam

Ponad rok nie pisałem żadnego posta. Gdzieś pisanie o bieganiu zeszło mi na dalszy plan.

W tym roku biegam dla siebie. W zawodach prawie nie uczestniczę. Prawie bo pobiegłem w lutym półmaraton w Wiązownej ale bardziej dla funnu w stroju różowego królika. Potem w lipcu Tatarską Piątkę u siebie w Studziance także w stroju ale tym razem Tatara. 






Moje bieganie to w miarę regularnie 3 razy w tygodniu czasami zdarzało się 4 albo i dwa. W czerwcu kręciłem głównie rowerem i od dawien dawna udało się zrobić 100 km w nocy.  Teraz raczej chodzi o zbijanie kilogramów nadwagi niż szykowanie formy. Zazwyczaj to 10-11 km lub pętla 14 km. Wszystko dokumentuje na aplikacji biegowej. Czasami zdarza się pobiec poniżej 5 minut na km ale rzadziej. Bardziej skupiam się na spokojnym bieganiu. Raz lecę po asfalcie a innymi razy po drogach polnych.

11 listopada pobiegłem w biegu Niepodległości w Białej Podlaskiej na biało-czerwono bardzo zachowawczo i lekko. 


Szło całkiem całkiem ostatecznie 25 minut 59 sekund i lepiej zapomnieć o takim wyniku w kontekście rywalizacji. Chodziło o udział. Chciałbym się sprawdzić w miarę możliwie ile to jeszcze w pamięci mięśniowej zostało z dawnych czasów biegania i trenowania.

środa, 25 października 2023

VII Nocny Bieg Pamięci Bohaterskich Lotników Podlasia

W sobotę odbył się po raz siódmy bieg nocny w Białej Podlaskiej. Dystans 5 km wytyczony został po ulicach miasta.

Nie specjalnie się do biegu przygotowywałem. Oj tak jako trening trochę mocniej te 5km pobiec niż na zwykłym bieganiu. Zwłaszcza,że dzień później miałem półmaraton w Lublinie. Fakt,że na zająca na 2 godziny ale Lublin to Lublin trzeba uważać. Do tego polecę jako zając.

Wracając do biegu w Białej Podlaskiej. Z kolegami dotarłem pół godziny przed startem. Szybki odbiór pakietu i 1km rozgrzewki. Trochę rozciągania i szybko biegną na start. Ubrałem się na krótko, spodenki, nowe buty i opaski kompresyjne na nogi do rozbeiagnia, koszulka z krótki rękawkiem i profilaktycznie rękawiczki. 

Start bardzo fajny był w dymie i racach. Niestety za szybko zacząłem i w tym tłumie poniosło. Na 1 km zorientowałem się ze tempo 4:05/km to zdecydowanie za szybko i zacząłem zwalniać. Sporo osób mnie mijało/. Oj niepotrzebnie tak wyrwałem. Powinienem stanąć z tyłu. Teraz nie będzie jak gonić. Zdyscyplinowanie pomogło i kolejne km już po te 4:15 spokojnie szło. Nie forsowałem się a niech inni wyprzedzają nie czas na ściganie się. Wszak ciężko tempo i tak utrzymać skoro nie biega się szybko. 

Zrobiłem jak chciałem 21 minut 7 sekund na 5 km wyszło co nie jest takim złym wynikiem zważywszy,że nie trenuję wcale prędkości a 5 km biega mi się co raz bardziej dziwnie. Przede wszystkim jest to za szybko, plecy bolą a i masy nabrałem. Trzeba trochę kg zrzucić przez zimę. 


Na mecie czekał piękny medal i ciepła dobra zupa myśliwska oraz herbata. Bieg ma swój urok i do tego byłą okazja aby spotkać dobrych znajomych.

czwartek, 19 października 2023

Rozruch pomaratoński

Rozbiegania po maratonie w Koszycach

We wtorek leciutkie 6 km po 6:00 na km. Nie było źle. Trochę nogi czuły maraton ale przecież wolno pobiegłem. 

W czwartek także szóstka już na luzie

W niedzielę to już 14 km po asfalcie i w testowanych nowych butach. Powoli muszę je rozbiegać.


Widać światełko w tunelu i zaczyna świecić słońce biegowe.

Nie jest źle staram się biegać te 3 razy w tygodniu ale narazie bez obrania celu. Nie mam szybkości wcale. Będzie chłodniej to zdecydowanie lepiej mi się biega wtedy. Zatem ważne aby utrzymać aktywność. 


Październik to dobry miesiąc na rozbiegania i próbę zaprogramowania się na regularne bieganie min. 10 km na treningu. Jeszcze ciężko jest setki po każdym kilometrze robić mocno ale trzeba próbować. Muszę zabrać się za ćwiczenia i rozciągania.

Na horyzoncie bieg nocny w Białej Podlaskiej oraz zającowanie na Maratonie Lubelskim. Pobiegnę na 2 godziny a więc będzie zabawa, będzie się działo.


poniedziałek, 2 października 2023

100. Maraton Koszyce

Maraton bez przygotowania, czyli jak pobiegłem w Koszycach poniżej 4 godzin


W tym roku nie zamierzałem już biec maratonu. Owszem jechałem do Koszyc ale z zamieram przebiegnięcia jednego okrążenia czyli półmaraton. Od zimy nie zrobiłem żadnego ale to żadnego wybiegania powyżej 20 km. Ostatnio to był półmaraton w Wiązownej. Nawet buty nowe na asfalt kupiłem dwa dni przed wyjazdem. 

Jak pisałem ruszam się ale to max było raz 15 km a tak 10 czy 12 km 2-3 razy w tygodniu.  Wesołym autobusem pojechaliśmy do Koszyc na Słowację. Ponad 30 osób głównie członkowie Klubu Biegacza Biała Biega oraz sympatycy.  W piątek byliśmy na Słowacji gdzie zakwaterowaliśmy się w dwóch lokalizacjach. Po 21 już byliśmy w łóżkach.  Trzeba było odpoczywać.

W sobotę udaliśmy się do Koszyc po odbiór pakietów startowych. Exspo zbytnio nie zachwyciło ale spotkaliśmy faworytów z Kenii i Etiopii oraz Roberta Korzeniowskiego naszego mistrza w chodzie. 

Mogliśmy z nim pogadać, zrobić fotki i otrzymaliśmy od niego zdjęcia z autografem. 




Potem lekki rekonesans trasy i trochę zwiedzania.  

Pomnik maratończyka 
Ekspozycja medali z 100. lat maratonu innych biegów w Koszycach.
Bazylika św. Elżbiety 

Jeden z publicznych szaletów za 50 eurocentów.








W między czasie wystartował mini maraton gdzie biegło na bodajże 4 km kilka tysięcy osób. 


Nawadniałem się cały czas od piątku. 


W sobotę zjadłem tez z kg makaronu i dużo piłem. Spać udałem się tez szybko wraz z kurami.

W niedzielę  z rana już była ekscytacja biegiem, choć nadal chciałem biec tylko jedno okrążenie. dojechaliśmy w pobliże statu około 7:30.  Powędrowaliśmy do depozytu. Przebrałem się w toalecie w ubrania biegowe. Oczywiście buty wziąłem stare bo nie chciałem ryzykować. Nasmarowałem stopy i palce sudokremem. Trochę plastrów pokleiłem. Postanowiłem pobiec na krótko bo było ciepło i zapowiadana prognoza około 17 stopni. Zabrałem placek z piciem i i wszystkimi tymi asortymentami.


Lekki trucht rozciąganie i  do strefy startu. tam swoje odczekałem. Ustawiłem się za zającem na 3:45 bo tam mnie wepchano. Albo poniżej 1:50 półmaraton albo poniżej 4j
3..2..1.. start i spokojnie ruszyłem. Był ścisk na początku. Początkowo punkty żywieniowe mijałem. Mnóstwo ludzi na trasie. Czułem się dobrze a więc poleciałem i drugie kółko. 


Trochę zawodnicy półmaratonu zwolnili nas maratończyków na drugim okrążen   ::iu. Na trasie punkty co 2,5km, pełno kibiców dopingujących w tym sporo dzieci. Często muzyka i ten doping " x: ":Put, put, put, put!!!

Do 31 km leciałem na 3:45-3:48 może nawet a potem jednak nie wystarczyło już tyle sił i zwolniłem. Jednak ani razu nie maszerowałem ani nie stanąłem.  Nie szarpałem się. Nie za wszelką cenę. Wiedziałem że te 4 godziny nie będę biegł i w sumie ta 3 będzie z przodu, więc te ostatnie 10 km. Bardziej zwiedzałem już miasto i rozglądałem się. Przybijałem piątki. Dotrwałem w spokojnym tempie 5:50- czasami 6:00 na km do końca. Dzięki temu nie było dramatu ani bólu.

Wynik 3:52:27 bez przygotowania to dobry czas. Piękny medal 100.Maratou zawisł na mojej szyi.



Nie było ściany ani zwątpienia. Obeszło się bez cierpienia. Wszystko było w głowie i w pamięci mięśniowej. Chociaż wiem,że jakbym się przygotował to wynik byłby dużo lepszy. Może innym razem. 

Po wszystkim były pamiątkowe fotki  i celebracja pokonania dystansu maratonu. Sporo fajnych fotek zrobiliśmy i dużo się uśmialiśmy.

Na drugi dzień po maratonie trzeba było już wracać.
Zmęczenie bardzo nie było także dzień odpoczynku i trzeba lekko potruchtać.