poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Sobotnie poranne bieganie

Wczesnym rankiem w sobotę ruszyłem póki słońce nie grzało na trening. Zależało mi bardziej na rozbieganiu niż na tempówkach.  Po lekkiej rozgrzewce wyruszyłem po polnych drogach.Kilometr za kilometrem przebiegały wśród pól. lasów i łąk. Ich średnia oscylowała wokół 4:50/km. To lekki bieg. Bardziej po to aby zachować bieganie co drugi dzień. Zrobiłem ponad 9 km w 46 minut.
W następnych treningach czas na kilometrówki oraz przebieżki.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozbiegania tempa i przyspieszenia 

Biegam cały czas. 3 razy w tygodniu to minimum którego staram się trzymać. Póki co spokojnie to wychodzi. Czuję się dobrze. Mimo nawału pracy czas na bieganie czy to skoro świt czy wieczorem znajduję. Nie są to imponujące dystanse ale ważne ze systematycznie biegam. Planów startowych ani celów biegowych póki co nie mam. Oto charakterystyka moich ostatnich treningów:

23.08.2016
Ten trening należał to tych z gatunku szybszych. Dłuższa rozgrzewka po to aby pobudzić dobrze mięśnie do wysiłku i przyspieszania. Trochę skipów, przebieżek i w drogę. Zabieram pas z wodą. Trasa jak zawsze i tym razem po piachu i wśród pól oraz lasów i zagajników. Pierwszy 4:59 i przyspieszam delikatnie potem 4:47, 4:42. Z każdym kilometrem czuję jak zwiększam prędkość tak aby w końcowych kilometrach biec szybko i przydusić jeszcze na ostatnim. Udało się do 4:09. potem czekała mnie prosta z największa ilością piachu oraz zakręt i wyrobiłem 3:52. W sumie niezła dycha  w 44:56. Pozostałe 1,5km w truchcie wracam do domu. Zgrzałem się ale to dobre uczucie biegowego zmęczenia.

20.08.2016
Sobotni trening przebiegał już schematycznie po rozgrzewce truchtem lekko i spokojnie pierwsze dwa kilometry Potem stałe tempo 4:40 momentami 4:35/km. Zrobiłem  6,6km.

18.08.2016
Ten trening był zdecydowanie szybszy. Postanowiłem po rozgrzewce z każdym kilometrem rozkręcać się znaczy przyspieszać. Początkowo 4:42 a potem kolejne kilometry po 4:22 i jeden mocniej 3:50. dalej zwalniałem wracając do 4:43 i truchtu. Takie urozmaicenie pobudza organizm i nie powoduje monotonii w treningu. Czuję, że rezerwy są jeszcze spore. Dystans wyszedł 7,7 km

16.08.2016
Po wycieczce biegowej zrobiłem rozbieganie. Zmęczenie odeszło i czułem się dobrze. Tak dla rozruchu 6,62 w ponad 30 minut gdzie końcówkę trochę przyspieszyłem. 




czwartek, 18 sierpnia 2016

Długa wycieczka biegowa, czyli pielgrzymka do Kodnia

Jeszcze tydzień temu biegłem w Kodniu na biegu Sapiehów, a teraz wybrałem się po raz kolejny 14 sierpnia biegiem do Kodnia. Tym razem miałem po drodze mieć towarzyszy.
Specjalnie nie nawadniałem się ani nie przygotowałem do tego wybieganie. Wiedziałem,że od maja nie pokonałem więcej niż 15 km na treningach czy zawodach. Jednak forma nie spała. 
Zapakowałem bidon i izotonik, banana, telefon i pas. Ubrałem się na krótko. Przed 10 rano wyruszyłem spokojnie w drogę. 

Pierwszy kilometr 5:30 i spokojnie szło. Wbiegłam z polnej drogi na asfalt. Teraz miałem mieć tylko takie podłoże. Z każdym kilometrem czułem się coraz lepiej. Co dwa popijałem po kilak łyków.

W Ortelu na krzyżówkach nie było jeszcze chłopaków a więc postanowiłem po nich podbiec. po około 2 km ukazało się dwóch kolegów z klubu Krzysztof i Rafał, którzy biegli z Białej Podlaskiej.
Obaj osprzętowali porządnie na ten bieg.
Teraz tempo mi zdecydowanie spadło bo umówiliśmy się, że biegniemy wolno pod Krzyśka. Około 5:50 nawet po 6:10 tak było. Pierwsza dycha wyszła niecałą godzinkę. 
Potem kilometry mijały szybko. Swobodnie rozmawialiśmy.
ani razu na całej trasie nie robiliśmy postoju. Mijaliśmy dwie pielgrzymki i Krzysztof parę razy musiał pomaszerować. złapały go skurcze.

Ostatecznie w 3 godziny 45 minut wyszło mi 36 km 760 metrów a chłopakom ponad 40km. Rafał to zrobił dobry maraton.

Dałem rady jeszcze wokoło ołtarza na kolanach przejść. 
Wycieczka biegowa nie była trudna. Fakt zmęczenie było bo nie codziennie biega się ponad 30 km. 
Uważam, że raz na 3-4 tygodnie taki bieg jest potrzebny nie tylko dla psychiki, ale i dla sprawdzenia wytrzymałości.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Poranne bieganie

W czwartek z rana przed godziną 5 byłem na nogach i ruszyłem spokojnie po piaszczystych drogach Studzianki.
Biegło mi się całkiem dobrze. Słonce wschodziło. Mgła opadała i wszystko budziło się do nowego dnia. Z km na km było coraz szybciej.
Przebiegłem kółeczko 6,6km w 31:42 co daje 4:46 /km. Przede mną długie wybieganie w weekend. Ponad 30 km nie biegałem od maja czyli 3 m-ce temu jak pobiegłem maraton lubelski. Zobaczymy jak będzie.

wtorek, 9 sierpnia 2016

Dobry start na 15 km i rozbieganie


Z lekką obawą jechałem do Kodnia na XVII Bieg Sapiehów na dystansie 15 km. Jak pisałem wcześniej nie wiedziałem w jakiej jestem formie.
Nie nawodniłem się zbyt dobrze. Rozgrzewkę zrobiłem delikatne rozciąganie i trochę truchtu.
Plan był prosty rozpocząć dobrze i szybko skończyć. Nie było upału jak w poprzednich latach. 
Na starcie ustawiłem się w pierwszym rzędzie. Liczyłem ze 1:08 lub 1:06 powinienem zrobić. Dobrałem się z kolegą Tomkiem aby razem biec.
Ruszyliśmy spod Bazyliki w Kodniu i pierwszy kilometr poniósł tłum 4:00. Potem spokojnie już wynormowało się i wybiegamy z Kodnia. Drugi kilometr 4:15 i to był myślę właściwy tor aby nie szarpać mocniej. Biegliśmy w takim mniej więcej tempie kolejne km. 4:13 potem 4:17. Na punktach z woda gubiliśmy kilka sekund ze względu na mało udolnych podających wodę. Niestety takie drobnostki wpływają na bieg. Tomek trzymał się dzielnie choć dla niego to mocne tempo. Na 5 km mieliśmy ponad 21 minut co dawało w okolicy godziny 5 na koniec.
Do nawrotu biegło mi się bardzo dobrze żeby nie powiedzieć ze za wolno. Nie chciałem jeszcze przyspieszać aby Tomka nie zostawić. Zamierzałem urwać się później. 
Na nawrocie był to 8 km pojawiło się trochę kibiców którzy dopingowali.
9 km 4:17 a więc w normie. Korciło już mnie ruszyć.  Tomek coraz trudniej oddychał. Dogoniliśmy jeszcze kolejnego biegacza który wyraźnie za szybko zaczął. Na 10 km było dla mnie za wolno. Tempo nam spadło. Postanowiłem przyspieszyć i wyszło 4:09 .
Gdy rozpoczął się 11 km odszedłem sam. Nie goniłem kolejnego ale starałem się utrzymać 4:09 a do mety było tylko 4 km. wiedziałem, już w tym momencie, że godzinę 5 połamię jak nic. Było to tylko kwestia o ile. Mój rytm trzymałem cały czas. Biegłem sam. To jednak powoduje,że nie ma jak się dobrze nakręcić jak w grupie.  13 i 14 km miałem już po 4:02. na ostatnim jeszcze szarpnąłem gdy wbiegliśmy do Kodnia. Na ostatniej prostej to już sprint i torpeda do mety.
 
 Jest radość 1:04:14 to o ponad minutę pobiłem na 15 km na atestowanej trasie swój wynik życiowy. Ostatni km 3:50. Było lekko i forma z wiosny mimo odpoczynku nie uciekła.


Oto wyniki: http://biegsapiehow.pl/css/pdf/koden2016.pdf Tomek dobiegł w 1:05:51 Jest dobrze. Może podszlifować jeszcze wypadłoby wybieganiem i tempówkami.
Odebrałem medal i udzieliłem wywiadu dla radia


Lekko potruchtałem i porozciągałem się. Czułem się bardzo dobrze.

Po starcie w Kodniu rozbieganie zrobiłem w poniedziałek wczesnym rankiem. Wstałem o 4:30 i jeszcze o świcie wyruszyłem na trasę 10 km. Słońce wstało dopiero po 5. Nie biegłem szybko. Delektowałem się opadająca mgłą i widokiem biegających zwierząt. Te 10 km wyszło mi truchtem 57 minut. Chodziło poranny rozruch i frajdę z porannego biegania.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Bieganie po piachu
   Ten trening wyszedł tak jak planowałem. Spokojna rozgrzewka i lekkie rozciąganie. Nie poświęcam już zbyt wiele czasu na gimnastykę. Mam nadzieję, że kilka minut przed treningiem i po w zupełności wystarczy. Zaczynam lekko i spokojnie po piaszczystej drodze. Towarzyszy mi Asia na rowerze, która odpoczywa trochę od przebierania nogami preferując pedałowanie-:).
Jest pełnia lata i godziny przed wieczorem. Powietrze wydaje się wiszące jak przed burzą. Biegnę pierwszy kilometr z lekkością 5:20. Na tym kółku mam każdy kilometr rozklepany. Wiem kiedy jest który i jak się nawadniać. Oczywiście monitoruję czas biegu na bieżąco. Akurat na małe kółko nie wziąłem picia. Musze wzmocnić nawodnienie przed najbliższym startem na...15 km. Tak w sobotę planuje pobiec piekielną piętnastkę Kodniu, czyli bieg Sapiehów. Nie mam pojęcia w jakiej jestem formie na taki dystans. Dawno tylu km nie przebiegłem. Wszystko okaże się w praktyce. Czy forma zbudowana wiosną jeszcze jest, czy już nie ma po niej śladu?
    Wracając do treningu to kolejny kilometr już deko szybciej 5:12 i tak z każdym rozpędzam się. Tak na dobre po 4-5 km dopiero wkręcam się na właściwe obroty. Z każdym kilometrem czuje piach wpadający w buty i skarpetki. Nie jest to za łatwa trasa.  Jednak ostatnimi czasy na niej biegam.
Trzeci km blisko 5:00, a czwarty już 4:55 i tak do końca coraz szybciej. Ostatni wyszedł 4:44. Zrobiłem swoje 6,6km w 31 minut z kawałkiem.

Na koniec trochę rozciągania. Trenuję tylko po piaszczystych drogach i to jest spory atut w utrzymaniu aktywności biegowej. Oby jeszcze tak regularnie to byłoby dobrze.

środa, 3 sierpnia 2016

Słaby lipiec, czyli więcej pływania niż biegania

W bieganiu staram się zachować 3 dni w tygodniu. Wychodziło to słabo jednak. Cztery spływ kajakowe odebrały trochę sił do biegania. Zrobiłem więcej km opływając kajakiem niż biegając.

Starałem się ale słabo wychodziło. Wiosłowanie kajakiem męczy jednak bardzo. Ma to swoje plusy w postaci urozmaicenia aktywności sportowej.


Liczba założonych treningów: 16
Liczna wykonanych treningów: 9

Liczba treningów tygodniowo: 2,3 
Liczba startów w zawodach: 1


Życiówki: brak

Ogólna liczba kilometrów w lipcu 2016: 63,5 km 

Liczba km w 2016 roku: 1031,73 km  
Inna aktywności:  rower 33 km, kajak 71 km

Średnia liczba km na treningu: 7,05 km  
Średnia na kilometr: 5:08 
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 5,08

Średnia prędkość 12,35 km/h

Sierpień zapowiada się już zupełnie inaczej niż lipiec. W planach start i wycieczka biegowa. Liczę na wzrost kilometraża i systematyczności.

czwartek, 28 lipca 2016

Bieganie i pływanie

Ostatnimi czasy chyba złapałem bakcyla kajakowego.  W tym roku już płynąłem 3 raz i zanosi się na czwarty. Wiosłowanie też ma swoje plusy w aktywności. Oj chyba będę miał więcej kilometrów kajakiem w tym miesiącu niż przebiegnięte.


27.07.2016
Ten trening już był solidny. Po rozgrzewce ruszyłem spokojnie. Po pierwszym kilometrze przyspieszyłem mocniej ta odcinku około 500 metrów trzymałem tempo poniżej 4 minut/km. Potem trucht z kilometr i to samo. Zrobiłem tak pięć serii z tym,że ta ostatni wyszła najszybsza. W końcu ta ostatnia. Przebiegłem tylko 8,7 km ale w kość dałem sobie. Teraz potrzeba dzień odpoczynku i może jakieś dłuższe wybieganie zrobię.

26.07. 2016 
Pobiegłem nareszcie z rana. Udało się szybko wstać przebiec kółeczko 6,5 km. Było bardzo spokojnie i lekko.
Po południu był ponownie kajak. Tym razem po rzece Bug 12 km

24.07.2016
Po rzece Zielawą wyszło około 10 km ale i tak namachałem się wiosłując w jedynce.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Wzrost aktywności

W ostatnich dniach wróciłem po odpoczynku do aktywności ruchowej. Ostatni tydzień był niezły. Każdy bieg poprzedzam rozciąganiem i rozgrzewką.  Po zakończonym treningu biegowym też rozciągam się kilka minut.


23 lipca 2016

Pierwszy raz może od miesiąca przebiegłem 10 km na raz. Nie zabrałem wody i trochę odczuwałem jej brak na trasie. Wyruszyłem pierwszy km spokojniej po 5:20 i drugi także. Trzeci 5:05/km na 4 już przygrzałem po 4:45 i dalej rozpędzałem się z km na km. w lesie to chłodno i dobrze się biegło. Potem już 4:30 i ósmy 4:10. Dycha wyszła w 46 minut a ostatni km 3:52. wyszło 10,7 km w 49 minut 52 sekundy

22 lipca 2016 

Rajd rowerowy i 22 km bardzo spokojnie

21 lipca 2016

Tym razem trochę szybciej dzień po dniu 7, 7 km po polnych drogach. Postanowiłem trochę podkręcić tempo.  Wyszło dobrze poniżej 4:40 na km w czasie 35 minut z kawałkiem.

20 lipca 2016

Po 10 dniowej przerwie od biegania wyruszyłem po krótkiej rozgrzewce na polne drogi. jedno kóleczko ale poniżej 5 /km wyszło obiecująco.


17 lipca 2016 

Ponownie kajak tym razem 19 km w deszczu po rzece Zielawie

16 lipca 2016 

 Popłynąłem kajakiem 9 km a wieczorem 12 km rowerem to tak deliktanie.

wtorek, 19 lipca 2016

Drugi raz na piątkę u siebie

Po raz drugi dane było mi pobiec w rodzinnej Studziance w biegu "Tatarska Piątka". Dobry wynik z Adamowa nie przełożył się ni jak na bieg w Studziance. Prace organizacyjne dały się we znaki. Dużo organizacji i pracy


 Do tego miałem w planach pobić 20 minut. Postało to w sferze planu, którego zrealizowałem zaledwie połowę w przygotowaniach.

Po raz piąty wystartowała "Tatarska Piątka" na dystansie 5,28 km. Trasa biegu nie należy do łatwych i przyjemnych. 
Po biegach dla dzieci do rywalizacji przystąpili zawodnicy w marszu Nordic Walking, a potem biegacze.
Zrobiłem w miarę dobra rozgrzewkę. ustawiłem się bardziej z przodu. 3,2,1 Start 98 biegaczy ruszyło na trasę. Od początku tempo było za szybkie. Piach i duża kałuża wprawiały niektórych w zdziwienie. Cóż pierwszy km z kolegą Czarnym 3:50. uciekł nam Tomeczek który miał biec z nami. Dalej trochę zwolniliśmy i biegliśmy razem. Na trasie dobra robotę zrobiła straż pożarna ze Studzianki obstawiając wszystkie punkty plus dwa z wodą. 
Na drugim km wolniejszym 4:11 doszedł nasz kolega Rafał i pognał. Męczyłem się trochę, bo nie mogłem złpać rytmu. Nie ta forma już. Zbliżaliśmy się do Tomka coraz bardziej.   
Na drugim kółku go dopadliśmy. 3 km 4:00 a więc czas na przyspieszenie. Coś tam wykrzesałem z siebie i pognałem sam.  Kolejny punkt z wodą szybko łapię i dzida. Lekko jeszcze przyspieszyłem. 4 km wyszedł 3:55. Było ciężko. Zerknąłem do tyłu chłopaki zostali, tylko jeden gnał mnie i dopadł na prostej. 
Na ostatnich metrach nie miałem już torpery, zerknąłem na zegarek


i skończyłem sekundę szybciej niż rok temu czyli 21:16. Dało mi to 13 miejsce na 98 i drugie w gminie Łomazy

 oraz pierwsze na wiosce. Wygrał jak dwa lata poprzednie jasine Mhimida 16:55 bijąc rekord trasy. Oto wyniki http://www.time2go.pl/userfiles/V_Tatarska_Pitka-wyniki_oficjalne.pdf
Od biegu minęło 8 dni a ja przejechałem kilkanaście km rowerem i przepłynąłem 27 km kajakiem to nie biegam.
 

czwartek, 14 lipca 2016

Podsumowanie czerwca 2016


W szóstym miesiącu tego roku  biegałem trzy razy w tygodniu a w końcu miesiąca 2. Ogólnie tendencja spadkowa z średnią na  trening poniżej 10 km. Trochę szybkości zrobiłem.


Liczba założonych treningów: 17
Liczna wykonanych treningów: 14

Liczba treningów tygodniowo: 2,3,4 
Liczba treningów siłowych: 1  
Liczba startów w zawodach: 0


Życiówki: brak

Ogólna liczba kilometrów w czerwcu 2016: 115 km 

Liczba km w 2016 roku: 968,23 km  
Inna aktywności:  interwały, rower, kilometrówki


Średnia liczba km na treningu: 8,84 km
 

Średnia na kilometr: 4:53 
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 9,23

Średnia prędkość 12,26 km/h
 
Mój cykl przygotowań do 5 km nie udał się.

środa, 13 lipca 2016

Dobry start w Adamowie

W Adamowie wystartowałem po raz pierwszy od majowego maratonu lubelskiego.  Moje bieganie coraz bardziej zmniejsza się intensywnością do odpoczynku który już chyba czas zakończyć. 
Do Adamowa pojechaliśmy z Asia sprawdzić się jak to jest z naszą formą.
Trasa był urokliwa bo po lesie i w piachu. Start opóźnił się 20 minut i ruszyliśmy na trasę. Wyrwałem na początek do przodu i przez jakieś 200 metrów prowadziłem wprawiając siebie w dezorientację bo nikt mnie nie wyprzedzał. W końcu odpuściłem przestając się wygłupiać i wchodząc na swoje tempo. Poszczególni zawodnicy zaczęli mnie mijać.  Ja wbiłem się o dziwo szybko w tempo lekko poniżej 4 minut na km. Tak zamierzałem dociągnąć do końca a nawet przyspieszyć. 
Pierwszy kilometr mimo szarpnięcia 3:55. Dalej biegło się lepiej i luźniej. 
Drugi kilometr też 3:52 i tak leciałem. Było trochę duszno. Mimo tego trzymałem swoje tempo i brnąłem do przodu. Trzeci km tez tak samo 3:52. Na czwartym zdecydowałem się trochę przyspieszyć do 3:45. na 5 przyspieszyłem i o dziwo na ostatniej prostej jeszcze jeden zawodnik mnie wyprzedził. jakoś dziwnie mi wyszło 3:35 ostatni i ogólny wynik 19:04.. Być może trasa nie maiął tych 5 km. Zająłem 11 miejsce na 123 zawodników. Wygrał Robert Świecak (Wilga Garwolin) z czasem 17:43 Wyniki http://kbvmax.ss.one.pl/data/documents/5km-open.pdf O dziwo załapałem się na podium w kategorii wiekowej. Niestety pojechałem zbyt szybki i nagroda przepadła. Jednak jest satysfakcja i radość ze trzymam formę. Zastanawiam się jak długo.


poniedziałek, 11 lipca 2016

Powolne bieganie

Przełom i czerwca i lipca biegałem mało regularnie. 



30.06.016 żwawo 7,60 km w  37:25

26.06.2016 spokojnie z rana 6,6 w 34 minuty
 
24.06.2016 wybieganie małe 11,7 w 54 minuty  

22.06.2016 rozbieganie 7,64 w 39 minut
 
21.06.2016 szybkość 6,5 km w 30:04


Czasami wynikało to z braku po prostu chęci.

 

wtorek, 21 czerwca 2016

Miniony tydzień

Ostatni tydzień aktywności to tylko dwa dni biegania i rower. Wynikło to z faktu,ze dałem do pieca z odcinkami 500 metrowymi.

Niedziela 19.06.2016


Zamiast biegu wybrałem rower. Nie dużo 17 km spokojnie ale zawsze to jakieś urozmaicenie 

Piątek 17.06.2016

Wstałem z rana 4:44 i zrobiłem 7,7km tak żwawo. Starałem się każdy km poniżej 5 minut robić. Takie mocniejsze rozbieganie było potrzebne.


Środa 15.06.2016

Na początek lekkie rozciąganie i w drogę. Około 3 km truchtu i dalej kilka 500 metrowych odcinków. jednak postanowiłem je zrobić po trasie Tatarskiej Piątki w piachu. Nie był to dobry pomysł. Sporo kałuż pozostało po ulewie i piach. Pierwszy odcinek 500 metrowy 1:50 i bardzo ciężko. Wróciłem w truchcie. w drugim nie co lepiej 1:48. Kolejne 3 i 4 tez po 1:50 Ostatni niestety 1:54 bardzo ciężko. Wynika to z faktu,że zbyt krótki odpoczynek robiłem po każdej serii. Nie było to do pełnego wypoczynki. Na tym etapie widzę, że będzie ciężko zrobić w lipcu dobry wynik. Z powodu upałów i braku regularności

czwartek, 16 czerwca 2016

Niedzielny rozruch

W niedzielę pod wieczór postanowiłem jednak pobiec. Co prawda tylko rozbieganie ale dobre i to. jakoś w okresie czerwca ciężko mi zmobilizować się do regularny i efektywnych treningów. Trzymam się 3 razy w tygodniu czasami 4 lub 5 ale nie jest to regularne. 
Tym razem 7,7km po kawałku trasy lipcowego biegu. W końcówce trochę przyspieszyłem ale nieznacznie. 
W kolejnym treningu czekają mnie pięćsetki.

wtorek, 14 czerwca 2016

Tygodniowy rozkład biegowy

Ostatnio moje bieganie ogranicza się do treningów lekkich i bez forsowania. Chyba wpadłem w fazę biegania bez celu. Mimo,że cel jakiś obrałem sobie to nie mam dalej na niego planu a czas leci.Musze się zabrać za ćwiczenia wzmacniające oraz powrócić do 500metrówek i kilometrówek.

Czwartek 09.06.2016
10 km w 53 minuty  

Wtorek 07.06.2016 
11,46km  ponownie lekko 58:35
 
Niedziela 05.06.2016 
9,6km w 49 minut trochę mocniej  

Piątek 03.06.2016
Rozruch i spokojne bieganie 6,5 km w 35 minut

wtorek, 7 czerwca 2016

Akcenty

W środę 1 czerwca robiłem akcenty po 500 metrów. Na początek z rana ponad 7 km swobodnego biegu w okolicy 5:00/km. Rano biega się fajnie pod warunkiem, że wstanie się wcześnie około 5.

Po południu rozbieganie ponad 3 km. Potem nie było już tak lekko. Trener wyznaczył mi 5 razy po 500 metrów. Pierwszy na sprawdzenie 1:46. Kolejne 500 metrów maszeruję i odpoczywam kilka minut. Drugi już lepiej 1:40. To samo w odpoczynku. Trzeci wyszedł 1:40. Kolejny czwarty jeszcze lepiej 1:39. Niestety piąty ostatni 1:42 za szybko były pierwsze. Zmachałem się porządnie. trening miał na celu sprawdzenie szybkości i budowanie wytrzymałości.
Tego dnia zrobiłem około 14 km.

niedziela, 5 czerwca 2016

Podsumowanie maja 2016

W piątym miesiącu tego roku  biegałem raczej regularnie. Przed maratonem spokojniej, a po lekko.  Jeździłem też sporo rowerem


Liczba założonych treningów: 15
Liczna wykonanych treningów: 14

Liczba treningów tygodniowo: 2,3,4Liczba treningów siłowych: 1  
Liczba startów w zawodach: 2


Życiówki: brak

Ogólna liczba kilometrów w maju 2016: 147,46km 

Liczba km w 2016 roku: 853,23 km  
Inna aktywności:  interwały, rower, kilometrówki


Średnia liczba km na treningu: 11,35 km
Średnia na kilometr: 5:17 
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 13

Średnia prędkość 11,35 km/h
 
W maju pobiegłem spokojnie maraton. Rozpocząłem cykl przygotowań do biegu na 5 km w którym zamierzam poprawić swój wynik.

czwartek, 2 czerwca 2016

Rozbieganie

W poniedziałkowe popołudnie na spokojnie. Lekki rozruch, rozciąganie i w trasę. 
Przewidywalnie chciałem pobiec teraz żwawiej ale nie aż tak bardzo pod 4:50/km.  W sumie tak wyszło. teren był piaszczysty i leśny z koleinami. Słońce dawało się we znaki i mały bidon wody był za mało.
Pot lał się ze mnie porządnie. Czuję, że wchodzę na właściwe tory biegowe. Jest to mały kroczek ale zauważam go. W związku z tym częstotliwość treningów w czerwcu zwiększę dodając jeszcze ćwiczenia siłowe. Zobaczymy jak wyjdzie.
Z dzisiejszego treningu wyrwałem 8,75 km w 41 minut 47 sekund uznaję za dobre.
 

środa, 1 czerwca 2016

Inne wybieganie po lesie z akcentami

W lesie bielańskim biegam mi się zawsze dobrze. Tym razem w sobotnie południe w słońcu ruszyłem na trening trochę inny. Dla urozmaicenia takie małe wybieganie w terenie pofałdowanym. 

Nie zabrałem zegarka ani telefonu więc orientacyjnie liczyłem. Kilometry wiedziałem gdzie mniej więcej mam odmierzone.
Rozgrzewka i rozciąganie na początek zrobiłem solidne. Potem od truchtu do tempa. W lesie chroniły mnie liście od słońca ale już na chodniku asfaltowym nie było tak fajnie.
Z każdym kilometrem rozpędzałem się ale nie szybciej niż gdzieś do 5:00/km. Po 5 km musiałem stanąć przy źródełko z którego powoli sączyła się zimna woda.  Obmyłem twarz i kilka łyków.
Taki pic stop dal mi więcej chęci i siły do biegu. Po schłodzeniu poszedł bardzo dobrze a wyprzedziłem  rowerzystów wspinających się na te górkę i ponownie w las.
Po około 3 km znowu poczułem pragnienie. To już zły znak. Słabo nawadniam się ostatnio. Pognałem do źródełka celem ochlapania się i picia zimniutkiej wody. Dalsza część treningu to pofałdowany las i cień lasu. Kilometr za kilometrem czułem,że biegnę. Było coraz cieplej bo to godzina południowa.
Dalej szło tylko lepiej. Pobiegłem kółeczko ponad 2 km.  teren cały czas z sporymi podbiegami. Na koniec 5 przebieżek po 20 sekund czyli takie setki w odstępach 30 sekundowych. 
Suma sumarum jeszcze truchtu z km i rozciąganie. Razem 12 km w ponad godzinkę. 

niedziela, 29 maja 2016

Kilometrówki

Koniec spokojnego i wolnego biegania.  Przyszedł czas na szlifowanie formy. w czwartek warunki pogodowe nie były ku temu najlepsze. Jednak swoje zrobić trzeba. 
Po rozciąganiu i kilku przebieżkach oraz skipach ruszyłem na trasę. W planie kilometrówki poniżej 4 minut każda. Pierwszy kilometr zachowawczo. Drugi już ten właściwy ruszam mocniej. Upał o godz. 19 jeszcze daje się we znaki. Staram się trzymać tempo i 3:50 wyszło. Kolejny kilometr w truchcie wolniej uzupełniam płyn i po 5 minutach z kawałkiem kolejny szybki km. Tym razem po całej prostej. Biegnie mi się nie co lepiej niż pierwszy. Wykręcam 3:46 to jest dużo lepiej. Jednak taki czas robi swoje i zmęczenie pojawia się. Truchtam i piję przez kilometr już dłużej niż 5 minut. Trzeci staram się biec także jak poprzedni jednak piach spowalnia mnie i nie daję rady już tak dynamicznie zasuwać jak drugi. W końcówce przyspieszam ratuję się jakoś 3:56.
Jest jednak odstępstwo 8 sekund. Teraz czuję się jeszcze bardziej wyeksploatowany. Włóczę nogami z myślą,że jeszcze ze dwa powinienem zrobić takie szybki. Zasycha mi w gardle bo nie nawadniam się ostatnio należycie. W taką pogodę należy pić pić i jeszcze raz pic małymi łykami a bardzo często. 

Czwarty kilometr biegnę starając się trzymać jednostajne tempo. w końcówce widzę na zegarku,że czas mi ucieka przyduszam i ledwo ledwo 3:59.
Potem już tylko ponad 2 km schłodzenia. Za wysoko narzuciłem sobie  pierwsze km. trzeba było po 3:55 zrobić to by wyszła może i nawet lepiej. Generalna zasada jest taka aby ostatni kilometr był najszybszy. W tym wypadku to nie wyszło.
Zrobiłem o koło 10 km w 47 minut razem z truchtem i schłodzeniem.

 


czwartek, 26 maja 2016

Trening z kłopotami


Nie każdy trening wypada obiecująco. Ostatnio popełniłem szkolny błąd. Zjadłem rzecz jasna i po półtorej godzinie wybrałem się na trening. Rozgrzewkę zrobiłem za słabą i po km złapała mnie.. kolka oj dawno jej nie maiłem. Musiałem przejść do marszu aby złagodzić ból. Dalej było już lepiej i biegło mi się swobodnie.  z każdym km czułem swój rytm. Jak to bywa na treningach pokonuję kolejne kilometry po drogach piaszczystych, leśnych i polnych. Tym razem musiałem się nieźle napocić w lesie gdzie były koleiny. Nierówności dawały się we znaki. 
Po 5 km zdecydowanie przyspieszyłem. Wybiegając z lasu już we właściwym rytmie. W końcówce przyspieszyłem do 4:25 ostatni km. 
Nadal brakuje mi szybkości choć nad nią muszę popracować sporo. Moje osłabienie spowodowane jest na pewno oddaniem krwi. Biegam też ostatnio mało. 25 km w tygodniu to spadek kilometrażu o 50 % w porównaniu do moich wcześniejszych treningów
To rozbieganie trochę żwawsze w końcówce  utwierdził mnie w przekonaniu, że o poprawę wyników na 5 czy 10 km będzie teraz niezmiernie trudno. Nabiegałam 8 km 750 m w 42:25.

poniedziałek, 23 maja 2016

Wybieganie z akcentami

Sobotnie wybieganie zrobiłem inaczej niż zazwyczaj. Otóż po rozgrzewce wyruszyłem dość szybko na pierwszy kilometr. Szybko zorientowałem się, że jest to tempo n 4:10 więc ostudziłem swoje zapędy już na 2 km. Biegłem w towarzystwie Asi jadącej na rowerze. Starałem się utrzymać tempo 5:05 do 5:15/km. Do 5 km biegło mi się jakoś ciężko. Dopiero po 6 poczułem większa chęć do biegu. Zmagałem się z piaszczystymi drogami ale tez i ze słońcem które dawało się coraz bardziej we znaki.
Po 10 km które zrobiłem w około 50 minut nastąpił czas na nowość. Mianowicie tak jak wskazał trener teraz przebieżki na szybkości po 20 sekund. w sumie były to setki. 
20 sekund szybko i 20 sekund w truchcie. Takich 6 serii dało mi porządnie w kość. Ostatni km to już człapałem. Razem w 1 godzinę 40 sekund zrobiłem 12 km. Teraz dystans 12 km to wybieganie, gdzie wcześniej był to minimalny kilometraż na trening.

czwartek, 19 maja 2016

Rozbieganie

W środę zrobiłem lekkie rozbieganie po poniedziałkowym treningu. Musze przyznać, że nie jestem przyzwyczajony do krótkich dystansów i dały się one odczuć w nogach. Z Asią wybraliśmy się na krótkie wieczorne rozbieganie wyszło mi tylko 4 km bo na więcej nie czułem już chęci. Pierwszy km w 6 minut drugi trochę szybciej 5:40. Trzeci 5:20 a czwarty trochę poniżej 5/km.Poza tym było oczywiście rozciąganie przed i po biegu.

wtorek, 17 maja 2016

Nowy plan
Czas regeneracji minął i do roboty. Teraz będę robił mniej kilometrażu skupiając się na innych elementach treningu. 
W poniedziałek po rozciąganiu i lekkim rozruchu zaczynam coś nowego. 200 metrów biegnę żwawo i wracam tę sama odległość w spokojnym truchcie. W kolejnym etapie 400 metrów szybciej i ponownie wracam wolniej do tego samego miejsca. 
Kolejny odcinek to 600 metrów w tempie na 3:50/km i  wracam spokojnie.
W kolejnym punkcie 800 metrów w jedną stronę i powrót. 
Dalej powtarzam wszystko zmniejszając dystans 600metrów, 400 metrów i 200 metrów. Do tego jeszcze schłodzenie i rozciąganie . Razem wyszło 7,75 km.

W zamierzeniach chcę popracować nad szybkością i wytrzymałością. Te elementy zamierzam poprawić w swoich treningach.

niedziela, 15 maja 2016

Rozbiegania po maratonie

Maraton jak maraton w jakim czas bym go nie przebiegł to zostawia sporo spustoszenie w organizmie. Są to 42 km. Tydzień po tym biegu głównie spokojnie biegałem. Nie wiem czy jakiś maraton w ogóle w tym roku zrobię. Wymaga to porządnego przygotowania i sporo wyrzeczeń aby zrobić dobry wynik.

Sobota 14.05.2016

Zrobiłem ponad 10 km. Do 5 km biegło mi się jeszcze ciężko. W drodze powrotnej było zdecydowanie lepiej i dwa ostatnie km poniżej 5 minut/km każdy.

Czwartek 12.05.2016 

Pobiegłem trochę żwawiej. Do świeżości brakuje jeszcze kilka dni. Tym razem 7,5 km średnio po 5:20/km


Wtorek 10.05.2016

Wybrałem się na lekki rozruch 6,6km. Było trochę rozciągania i kilometr za kilometrem. Zmęczenie czuć było w nogach.

wtorek, 10 maja 2016

Mój IV-ty Maraton Lubelski, czyli jak biegałem, pchałem samochód, jadłem marchewkę, rozdawałem cukierki i wspierałem innych podczas maratonu


Do Lublina pojechałem na pełnym luzie w południe w sobotę. Przez 4 dni przed startem był tylko rower i marsz. Nawadniałem się i ładowałem węglowodany. Nie forsowałem się z treningami. Miało być to dla mnie długie wybieganie i pomoc innym. W sobotę już zameldowałem się na pasta party. Odebrałem pakiet startowy.
Spotkałem jak zawsze dużo znajomych twarzy. Wspólne wcinanie makaronu i prezentacja pacemakerów upłynęło w znakomitej atmosferze. Zresztą organizatorzy Maratonu Lubelskiego co roku podnoszą poprzeczkę w tym zakresie. Nie chciałem spać na hali bo to juwenalia i nauczony doświadczeniem dwóch lat wybrałem obiekt na obrzeżach miasta. W między czasie poznałem Drago Serba z którym miałem nocować. Facet biegł 302 maraton. Na miejsce zawiózł nas jeden z pacemakerów na 5 godzin, któremu dziękujemy. Okazało  się, że trafiliśmy z deszczu pod rynnę. W hotelu było wesele. Wieczór upłynął nam na dyskusjach o biegach. Słuchałem Drago z zapartym tchem jak to biegał te 300 maratonów. Poznaję też Zbyszka z którym będę biegł jutro.
 Nie pamiętam już kiedy to było ale obejrzałem cały film w telewizji. Zasnąłem szybko. Jednak odgłosy wesela dawały o sobie znać i często się wybudzałem.
Dopiero przysnąłem nad ranem. Poranek 6 godzina wstaję i pierwsze to wyglądam przez okno. Jaka jest aura? Patrzę nad zalew i wodę będzie ciepło. 
Sprawdziłem jeszcze raz czy wszystko mam przygotowane. Było tego sporo. I tak nie wszystko zmieściłem na zdjęciu. Miałem jeszcze pół kilo krówek i cukierki lodowe. Cała torba z piciem to dodatkowe około 2 kg.
  

Na śniadanie banan i bułka rzecz jasna. Wyruszyliśmy przed 7 z Drago na autobus miejski. Na przystanku okazało się, że jesteśmy pól godziny przed czasem. Był to moment na przemyślenia ustalanie tempa i taktyki. Nie znałem jeszcze towarzysza, który będzie ze mną biec. Drago z kolei rozpisywał na karteluszkach czas na 4:30. Biec miał z jedyną pace kobietą.
Jechaliśmy ubrani już w koszulki i numery startowe. Cała drogę dumałem czy   ja jestem przygotowany na taki maraton. Wszak jest to Lublin  w którym trzeba dodać 30 minut co najmniej dla mnie. Do tego jeszcze torba z akcesoriami które będę włóczył i ludzie którzy za nami pobiegną. Skoro się zdecydowałem to dam radę. Na miejscu było sporo osób. Do startu pozostał godzina.  Okazało się, że zapomniałem swoich spodenek i bidonu. Spodenki pożyczyłem od kolegi Leszka i bidon też. W między czasie szybo telefon do Asi na dwa słowa. Wpadłem do szatni gdzie się przebrałem w resztę dość szybko.


 

Co dalej kilka zdjęć, wywiad na szybko do kamery biegowej. Miałem ubaw bo spieszyło mi się na rozgrzewkę i chciałem uprzedzić pytania realizatora. Nie dałem mu mówić ...celowo.Zresztą sami obejrzyjcie cały materiał a ja jestem od 6 minuty 22 sekundy. klikaj
 

Dalej choć trochę porozciągałem się i rozgrzałem. Kilkaset metrów truchtu i wymachy. W takim czasie gdy emocje sięgają zenitu czuje się podekscytowanie. Po raz drugi zającuję ale teraz zamierzam bawić się tym.  To jest inny bieg.
 

Stajemy do licznych zdjęć. Otrzymujemy baloniki i wpisujemy na nich czasy. Mnóstwo pytań od zawodników. Są też ci, którym rok temu nie udało się. Teraz będzie inaczej. Ustawiamy się w strefie startu. Robiło się coraz cieplej.



Szybko przez głowę przebiegła myśl. Czy mam chip, zerkam jest. Buty założyłem prawidło, sznurówki powiązane elegancko. Skarpetki też mam odpowiednie. Spodenki to pożyczyłem. Koszulka jest i plastry naklejone. Sudokremem nasmarowałem najbardziej narażone miejsca. Uszy zająca są balonik też,  i torba z bidonem 0,7l, 3 kubusie, blisko 0,5 kg cukierków upchałem. Do tego plastry, urazym, papier toaletowy. Tyle tych przegródek gdzie to weszło. Zabrałem kilka marchewek. Patrzę czy mam zegarek i frotkę oraz międzyczasy, które znam na pamięć. Wszystko jest. Każda rzecz ma niebagatelne znaczenie. Chwila koncentracji.


3,2,1 i ruszyliśmy. Kilkuset zawodników wystartowało. Początek dość chaotyczny i z tłumem. Wszyscy weseli dowcipkują i śmieją się. Za 30 km będzie zgoła inaczej. Mi to nie minie hehhe. Pierwszy km w mieście gdzie jest dużo ludzi. Oczywiście tłum poniósł 5:50 stanowczo za szybko.

 
Następnie po nakrętce jesteśmy blisko miejsca startu i powoli biegniemy lekko pod górę. Teraz tempo ustabilizowało się 6:00. Zaczepiamy policjantów, strażników miejskich. Po minach widać nie są zbyt zadowoleni. Wszak niedziela rano maj godzina 9 a tu ludzie biegną, ba i to maraton 42 km z hakiem. Jak to stwierdziliśmy można było spać potem grilla zrobić. Jednak jest inaczej. Upominam Zbyszka aby nie forsow tempa bo pierwsze km za szybko zdecydowanie. Dobiega Krzysiek Bielak który nie rozstaje się z aparatem.

Rozmawiam dużo z ludźmi w momencie podbiegów lub jak je widzimy. Pierwsze kilometry to tak na dobre dla mnie rozgrzewka. Kto spodziewa się dramaturgii opisów to będzie zawiedziony. Bynajmniej z mojej strony.
Po 5 km tempo ustabilizowało się. Co jakiś czas pokrzykuje 4:15. Większość zawodników korzysta z punktów nawodnienia do których namawiam. Były one dobrze zlokalizowane co 2, 5 km od 5. Trasa wiodła dalej ulicami gdzie było mniejsze zainteresowanie kibiców. Za to wolontariusze byli wszędzie. Po 10 km już było można dostrzec, kto się trzyma z nami. Starałem się biec trochę z tyłu za czołówkę grupy aby z innymi pogadać. Podbiegi były i to miejscami bardzo mocne. Po 15 km już niektórzy maszerują i ciężko oddychają. Ponownie wbiegamy do miasta i jest doping. Najbardziej cieszą małe dzieci które wspierają. Do nich podbiegam przybijam piątki i częstuję cukierkami.
Miejscami podbiegam do ludzi na przystanki i do służb. Tempo cały czas monitoruję i trzymamy.
     Kilometr za kilometrem mijają tak jak odpadają od naszej grupy kolejni zawodnicy. Niestety to jest królewski dystans. Niektórzy przecenili swoje możliwości. Inni wczesnej odpuszczają nasze tempo.  Jeszcze inni walczą choć to 17 km. 
Wbiegamy na wiadukt gdzie wieje. Wcześniej było bardzo duszno. Nawet momentami kropiło.
Coraz bliżej mamy półmetek.  Co jakiś czas dopinguję, krzyczę i rozbawiam biegaczy którzy są w naszym pociągu na 4:15. Zabawa dla mnie trwa.

                                                      Fot. Małgosia Banasik

Na półmetku bardzo dobrze 2 godziny 6 minut. Był lekki zapas który potem się przyda. 
Na trasie często dzieci krzyczą; "mama klólik, zajączek biegnie" bardzo częste to było i fajne.
Maraton zaczyna się po 30 km. Tak też było. Ja z każdym kilometrem cofałem się do tych co zostawali w tyle. Mobilizowałem ich i dawali póki co radę. Momentami skakałem, podskakiwałem machałem do ludzi i przybijałem piątkiPrzy tym co kilkaset metrów zerkałem na zegarek i opaskę na ręce. Gdy byliśmy na 30 km to chciało mi się biec mocniej. Nie mogłem sobie na to pozwolić. Trzymałem średnie 6:00.
Czekała nas aleja Jana Pawła II gdzie sporo osób odpada. To była katorga dla wielu zawodników. Na dodatek zgasł jednemu z kierowców samochód i tarasował trasę. To pomogliśmy go wypchać. Cały czas nogami przebierałem aby nie stanąć. Do 12 km zjadałem kubusia. Korzystałem z wszystkich punktów żywieniowych. Na 34 km dogoniliśmy kilka osób które biegły z nami już dalej. Śpiewaliśmy na 35 km piosenki. Dwie panie zaczepiły się do naszej topniejącej grupy i dawaliśmy razem. Są wielkie tak jak i cała reszta. To herosi, bohaterowie walczą z maratonem. Sporo z nich debiutuje tak jak  młodziutka zawodniczka z Garwolina. Jej hart ducha i ambicja  w tym piekielnie ciężkim Lublinie buduje morale u innych. Jednoczesne spełnia swoje marzenia. Łączy spoiwa jak porządna zaprawa cementowa. Super OPS Rębków Walczy nie daje się. Po twarzy nie widać zmęczenia.  Tutaj jej wypowiedź oglądaj 
    Niektórzy zawodnicy jednak bardziej słabli. Byli u kresu sił. U wielu widziałem kryzys dużo wczniej ale odwracam ich uwagę. Zagaduję,żartuję choć może mają już mnie dość. Taka moja była rola. Zawodnicy przechodzili do marszu. To na trochę ich wzmacniało. Sam pamiętam jak walczyłem na pierwszym maratonie lubelskim to była masakra polecam relację 

Byli tacy co nie poddawali się. Kilku trzymało się dzielnie i reagowało na moją mobilizację. Wśród nich Tomek, który odrobił prace domową i biegnie tez jak rok temu ze mną na 4:15. Jest lepiej mentalnie przygotowany i daje radę. Za rok pójdzie na 4:00. 
Biegacze na trasie byli wspaniali. Walczyli, nie dawali się ścianie. Po 30 km to ja więcej mówiłem i śmiałem się. Krzyczałem 4:15!!!! pod jednym z wiaduktów, gdy grupa był z przodu i ku mojemu zaskoczeniu odpowiedzieli. Czułem moc i siłę mimo, że był to 37 km. Z każdym kilometrem mogłem głośniej krzyczeć. To piękno maratonu. Ludzie są u granic sił ale wyzwalają w sobie siły. Jeden z nich mówi, że jak dobiegnie to popłacze się. Drugi z kolei dodaje, że już nie będzie biegał. Ciekawe... hehehe
Częstowałem kibiców cukierkami, które już kończyły się. Wbiegaliśmy w Aleję Kraśnicką. Tutaj już było blisko tylko 3 km i bez podbiegów. Krzyknąłem kto da radę to powoli może przyspieszyć. Kolega Zbyszek już narzekał na pojawiające się bóle. Dogadaliśmy się, że ja zostaję do końca aby innym pomóc a on z paniami i kilkoma osobami leci w tempie do mety.  
Zwalniam trochę i zachęcam innych aby trzymali się. Wbiegamy na prostą przed metą to jakieś 1,5 km jeszcze. 1,2,3, 4,5 zawodników jeszcze daje radę przyspiesza zachęcam ich do wytrwałości. Wyciągam po raz kolejny marchewkę i ją skubię.  Powoduje to uśmiechy u kibiców i od razu wyciągają komórki do robienia zdjęć.
    Teraz będzie show. Podskakuję zachęcam kibiców do dopingu. Słyszę jak zawodnicy kl, nigdy więcej maratonu w Lublinie. Inni jeszcze zrywają się. Oglądam się za siebie i na zegarek do mety jakieś 500 metrów a czas 4:13 więc wołam i klaszczę aby dali radę. Na metę wbiega Zbyszek z grupą w której sporo osób przyspieszyło. Urwali parę minut. Ja zerkam na zegarek chce mieć 4:14 i dopiero puszcze się w finisz. Ponownie zerkam do tyłu jeszcze widzę dwóch dopinguję ich i wyprzedzają mnie. To już końcóweczka. Wbiegamy przez Centrum Kultur przez budynek. Marchewkę wkładam do usta i rura. Kosztuje to już sporo sił. Wyskakuję z budynku na supermena i dedykuję Asi ten maraton lansując się. 

 Skaczę i jeszcze przed samiutką metą stajępatrzę czy ktoś jest za mną.







Są, dają radę, czekam na nich. Klaszczę i publikę zachęcam do wrzawy. Wyskakuję jeszcze raz i meta 4:14:33 brutto wyszło. Oto wyniki


Jest radość i poczucie spełnienia. Jeszcze patrzę jeden za mną zmieścił się w 4:15 brutto. Oczywiście dużo aparatów teraz słychać jak cykają fotki. Biorę pice, otrzymuję medal i schodzę do strefy. Otrzymuję dużo podziękowań, gratulacji i słów uznania za to co zrobiłem. Cieszę się, bo to był trudny maraton ale w głowie miałem zabawę i wspieranie innych. Fakt jest faktem, że to też sporo sił kosztowało. Dużo by pisać ileż się uśmiałem.

Kolega Fido zrobił życiówkę złamał w końcu czwórkę. Brawo. Z ciekawych wyników kolega Leszek 3:04 i też życiówka jest mega wariatem. To był jego 4 maraton w tym roku i 4 życiówka.

Co by nie pisać fajnie było i teraz czas na regenerację oraz przygotowania do kolejnego wyzwania tym razem nie maratonu. Skupię się na krótszych dystansach.Za zdjęcia dziękuję Małgosi, Radio Lublin, Krzysiowi Bielakowi i innym. Dziękuję bardzo dyrektorowi Maratonu Lubelskiego Piotrkowi Kitlińskiemu, że zaproponował mi udział jako pacemaker i za życzliwe przyjęcie oraz opiekę. Wszystkim wolontariuszom i osobom zaangażowanym. Lubię ten bieg. Po prostu ma swój klimat i duszę.