niedziela, 15 kwietnia 2018

Trudna Czwarta Dycha do Maratonu w Lublinie ... i wpadka żywieniowa
Niby nie powinno biegać się w zawodach dzień po dniu w zawodach. Zrobiłem tak kila lat temu po 15tce w parku Karczewskim była dycha i łatwo nie było. Jednak przy moich treningach chciałem sprawdzić reakcję organizmu i zrobić ostatni mocny akcent wraz z testem kawy i żelu.Do Lublina pojechaliśmy z Asią i jej bratem autem. Pakiet na spokojnie odebrałem. Wypiłem dużą kawę z CPNu jakąś godzinę przed startem. Kawy nie pijam często. Zazwyczaj jedna dwie na miesiąc.  Teraz chciałem zobaczyć jaka będzie reakcja organizmu po jej wypiciu na trasie. Do tego żel po połowie dystansu. Bardzo złe połączenie ale po kolei.
Do Lublina pojechałem  bo lubię tam biegać. Rozgrzewkę zrobiłem porządną. 3 km w truchcie, rozciąganie i skipy.
Usadowiłem się na linii startu za zającem na 40 minut i tego zamierzałem się trzymać w żadnym wypadku go nie wyprzedzać wcale. Nie był to czas na robienie rekordów tylko utrzymanie pewnego tempa i rytmu. Tak 40 z przodu będzie dobre. Zabrałem, też żel na połowę trasy tak testowo. Zaczęło się z górki bardzo mocno. ponad 1500 biegaczy wystartowało. Biegliśmy w sporym tłumie w miarę równo. Momentami zając szarpał wg mojego zegarka. Potem wszystko się unormowało.  Wiatr trochę powiewał ale z km na km było coraz lepiej. Po 4 zorientowałem się, że odczuwam potrzebę picia choć trochę. Na piątce 19:48 to bardzo dobrzy był wynik. Jednak na punkcie z woda było ciasno i zwolniłem, zając odszedł. Wciągnąłem żel który niestety trochę za ciepły był. Popiłem wodą choć jej mało było. Teraz do zająca traciłem już ze 10 metrów. Nie zamierzałem go za wszelką cenę go gonić. Po 6 km który jeszcze był w dobrym tempie poczułem, że mieszanka kawy i żelu to pomysł do kitu. Źle czułem się na żołądku. Zwolniłem kolejny kilometr i następny 8 tez 4:12 już. Zerwałem się na 9 i 10 km. Ostatecznie pod górkę przycisnąłem
 i finiszowałem 40 minut 11 sekund to o 1 sekundę lepiej niż we wrześniu hehh. Zająłem 75 miejsce na ponad 1500 zawodników. Okazało się ze żel na 10 km nie jest mi potrzebny.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Dobry start na piątkę, czyli Bieg z jajem
W sobotę miałem w planie siłę biegową ale też i zawody u zaprzyjaźnionych osób z Fundacji "W te pędy" w Międzyrzecu Podlaskim. Pojechaliśmy z Asią trochę tez im pomóc a przy okazji po bardzo urozmaiconym terenie mogłem zrobić trening. Kaska i Łukasz robią fajne rzeczy i przy tym wkładają wielkie serce w to co organizują. Ich domeną są zawody Nordic walking ale teraz postanowili połączyć to z bieganiem.
Trasa która obleciałem przed startem była jak na nazwę biegu przystało Bieg z jajem bardzo pokręcona z licznymi dołami w lesie i wokół międzyrzeckich jeziorek. Były też małe górki i zbiegi. Po ustawieniu znaków kilometrowych szybka rozgrzewka której nie zrobiłem zbyt porządnie. Czas gonił i trzeba było na start się stawić
Założyłem sobie , że trzymam się jednego miejscowego zawodnika Pawła Siejko ale nie na maxa ta średnio 3:50. Nie zamierzałem zbyt mocno rwać się do przodu i szaleć. Wszak w planach miałem start dnia następnego na dychę w Lublinie. Zatem bez parcia na wynik.
Wystartowaliśmy w grupie około 50 osób. Wspomniany Siejko wyrwał na początek a ja za nim. Poderwał pierwszy kilometr bardzo mocno. Nierówności i liczne zakręty nie pozwalały na równe tempo biegu.
Pierwszy km bardzo szarpany 3:30 to było zdecydowanie za szybko jak na ten czas dla mnie. O dziwo drugi nie wiele wolniej ale na 3 prowadzący trochę osłabł. Kolejny zawodnik który biegł równo ze mną wysunął się na czoło. Potem pobiegł następny i podarli oni do przodu. Tempo 3 km spadło do 3:45. Starałem się trzymać czołówki ale nie za wszelką cenę. W ostateczności jakby, tak dotrwał d ostatniego to ich zaatakuję. Tak się nią stało bo zawodnicy na 4 km odeszli do przodu. Ja biegłem już umiarkowanie 3:55/km. Podłoże zmieniło się z piachu na kostkę i potem asfalt by ponownie wbiec na piach.
Biegłem na 4 pozycji i ona mi w zupełności wystarczała.
Na ostatnim już nie forsowałem i 3:50 na ostatnim dobiegłem jako 4.
Okazało się ze w kategorii wiekowej byłem najlepszy-:) Cóż wynik 18:43 po takim terenie nie jest zły ale trening był to dobry. Wygrał chłopak z czasem jakieś 40 sekund szybciej. Jeszcze im się odegram hehe
 
Zawody były super zorganizowane. Trasa rywalizacji nie sprzyjała biciu rekordów ale bardziej zabawie biegowej po urozmaiconym terenie. Do tego Organizatorzy przygotowali mnóstwo nagród do rozlosowania co ucieszyło zawodników.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Wybieganie i podsumowanie marca 2018

Na koniec marca w sobotę przed świętami zrobiłem wybieganie 27km ale już nie tak mocno.
Miesiąc marzec ze względu na starty był trochę słabszy pod względem treningów, ale tylko trochę. Przed startami stawiałem na odpoczynek.  Udało mi się złamać 1:27 w półmaratonie i zrobić 1:01 podczas tego bieguna 15km co cieszy mnie najbardziej.  Poza tym kontrolnie piątka dosyć dobrze i start w ciężkim cross maratonie. Po tych sukcesach musiałem zwolnić  zregenerować się trochę i urozmaicić treningi.
Liczba założonych treningów: 24
Liczna wykonanych treningów: 21
Liczba treningów tygodniowo: 3,5
Liczba startów w zawodach: 3
Życiówki: 2, półmarton i piętnastka
Ogólna liczba kilometrów biegu w marcu 2018:  270,32 km
Łącznie bieganie w 2018: 868,86 km  
Ponadto: rower stacjonarny 31 km

Średnia liczba km na treningu: 14,21 km
Średnia na kilometr: 4:53
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 22:00
Średnia prędkość 12,28 km/h

W kwietniu kilometraż będzie jeszcze mniejszy. Do tego będzie mój najważniejszy start.

czwartek, 29 marca 2018

Nowa życiówka na połówce, czyli 1:25 w 13.PZU Półmaratonie Warszawskim
Zrobiłem to chociaż nie za wszelką cenę  z pewną rezerwą i  satysfakcją, że jestem w  gazie.To był perfekcyjnie przebiegnięty przeze mnie półmaraton

Odpuściłem po cross maratonie harmonogram treningów. Tylko rozbieganie i trochę żwawiej z setkami biegałem.
Do Warszawy pojechaliśmy z Asią dzień wcześniej z racji zmiany czasu oraz obawy, że trzeba skoro świt jechać.. Oczywiście odbiór pakietu, spotkania ze znajomymi, kuzynem i wędrówki po stolicy. Spałek niezbyt długo przez pogaduchy, które trwały do późna. 
Z rana zrywka o 7 nowego czasu. 4 kanapeczki, nawodnienie i kierunek start. Na miejscu jeszcze kilka pakietów miałem dla znajomych. Lekki rozruch potem rozciąganie. Pogoda zapowiadała się słoneczna i planowałem biec na krótko.
          Po raz pierwszy na połówkę założyłem buciki adidasa bootsy. Na stopu cieniutkie skarpetki do szybkiego begu to podstawa. Wiedziałem,że nie będzie to raczej spacerek. Celowałem w 1:28 do poniżej 1:30. Myślałem, że na luzie skoro treningowo zrobiłem 1:33 na wybieganiu. Cóż po 10 km będę wiedział na czym stoję czy atakuję czy spokojnie. do tego tydzień po maratonie zawsze jak dotąd robiłem dobre wyniki. Prawie-::
Zakładam czapkę, rękawiczki, rękawki, buff, zegarek, koszulkę na ramiączkach. Do tego pas z telefonem i bidon z piciem bo na 1 punkcie nie będę się przebijał. Do tego 2 żele które testowałem. Porobiłem skipy, przebieżki i byłem gotowy do walki. Przed startem jeszcze wizyta w TOI TOI..
Staję w okolicy strefy  i zająców na 1:30. Przesuwamy się do przody. Na środku stoi spory podest więc usuwam się trochę na bok aby z tłumem nie zostać. Nagle zobaczyłem tę tabliczkę i pomyślałem to byłby mega wyczyn przybiec 1:25. Cóż był to proroczy widok.
3..2...1.. START pierwszy kilometr bardzo spokojnie i bojaźliwie. Jest ścisk a więc uważnie biegnę. Zacząłem od 4:18/km. Na drugim już 4:08 i lepszy komfort. Dalej szło tylko lepiej. Rozkręcałem się do 4:03 nawet. 


Starałem się biec spokojnie bez szarpania. O dziwo po 5km zając na 1:25 nadal był tylko tylko przede mną. Trochę mnie to speszyło. Na pierwszym punkcie nie brałem nic. Przed drugim na 8 km wciągnąłem pierwszy żel i oczywiście zwolniłem po wodę aby zapić. Żel szybko wchłonął i torpeda. Po drodze jeszcze w jednym punkcie dopingowała mnie Asia.
10 km poszło piorunem pod 41 minut. Od tej pory wybiegłem lekko przed zająca aby tempa nie stracić.  Kilometr za kilometrem zasuwałem nie czując zmęczenia. Co jakiś czas łyk picia i dzida dalej. Na kolejnym punkcie czyli 13km wiedziałem, że pobiją życiówkę na pewno na 15km tylko o ile. 14 i 15km szybko zleciał. Grupka z zającem trochę się rozciągnęła. Puszczam ich do przodu. Jednak wolałem być z animi. 15 km zrobiłem o 2 minuty szybciej niż życiówka 1 godzina 1 minuta. do mety pozostało ponad 6 km.Przeszła mi myśl,że mogę nie wytrzymać.  Trochę to wpłynęło  na chaos jaki mi się wkradł w tempo stad 16 km 4:13 bo szarpałem się z żelem. tak go zawiązałem gumkami,że nie mogłem rozplątać. W końcu wyrwałem i wchłonąłem. Trochę za szybko bo woda było dopiero za około pół km.
 Żel strzelił mnie mocno i już biegłem 17ty poniżej 4 minut. Lekkość kroków i świadomość dobrego samopoczucia zapędziła mnie,że kolejny  3:47/km to już szał. Chcąc nie chcąc złamię 1:27 na pewno ale o ile.  Kibice swoim dopingiem bardzo na wielu punktach dodawali sił.
Na 20 km był tunel w który wbiegało się ze słońca w półmrok i wybiegało w słońce pod górkę. Tutaj zasięg gubiły zegarki ale z ręczne 3:59.
Nastal ostatni 21 km który zrobiłem najszybciej ze wszystkich 3:42 W strefie przed meta kątem oka zobaczyłem Rafała z Klubu który dopingował mnie a ja sprintem wbiegałem na metę
Oczywiście szaleję z radości 1:25:40 zrobiłem o ponad 2 minuty bijąc przed 2 lat i tak wyśrubowany wynik z Wiązownej. Następnie celebrowałem swój sukces.
Ramka okazała się fajnym rozwiązaniem na upamiętnienie sukcesu.
Bieg mi wyszedł nie ma co bardzo dobrze. Dziękuję Asi za wsparcie i trenerowi Darkowi za plan który mimo,że jest ciężki to daje dużo radości.
W sumie go skończyłem przed cross maratonem ale w bonusie trener zaaplikował powtórzenie ostatnich 5 tygodni przed startem roku miejmy nadzieję.
Na koniec jeszcze fajny pomysł na depozyty na ciężarówkach i wspólne zdjęcie z kuzynem oraz znajomymi z Białej Podlaskiej.

piątek, 23 marca 2018

Zimowy VI Cross Maraton Jana Kulbaczyńskiego
To był ekstremalny maraton. Przed biegiem zrobiłem 3 dni przerwy od treningów aby odpocząć. Plan zmierza do 80% a więc teraz sprawdziany i pozostanie ostatnie 5 tygodni BPS.
Po raz kolejny organizowałem ten bieg i pobiegłem nim. Trochę kosztowało mnie to sił. Całą noc przed padał śnieg i wiało. założyłem buty na twarda nawierzchnię. W ostatniej chwili po rozgrzewce przypominałem sobie o nakładkach antypoślizgowych. Zakładałem je w pospiechu w karetce. Nie do końca je dobrze ułożyłem. Planu specjalnego nie miałem. Nie zamęczyć się. Zależało mi aby zrobić chociaż 3:30 lub być w punktowanej szóstce. Trasa szybko weryfikowała plany.
O zbytniej dramaturgi biegu nie było mowy bo od początku biegłem spokojnie. Ponad 5 minut pierwszy kilometr i tam gdzie był zaspy lub bardzo ślisko zwalniałem. Na starcie stanęło ponad 60 zawodników. Sporo nie dojechało.
Od początku do przodu podarło dwóch zawodników. Paweł Pakuła i ubiegłoroczny zwycięzca artur Motyl. Ja z koeli w grupie pociągowej 6 zawodników biegliśmy razem. O ile początek po szocie w Połoskach to dalej przez pola już trudniej się biegło. W Trojanowie na szocie złapałem rytm 4:45/km Następnie wbiegliśmy w las i tutaj gęsiego. Na 5 km zerkam na zegarek 27 minut oj słabiutko ale warunki tylko na taki bieg pozwalały. Za lasem wpadłem w rów po pas. Na pierwszym punkcie nie brałem nic. Chciałem spróbować się oderwać od grupy ale jeden z zawodników przypilnował się i ocięliśmy sobie pogawędka. Dalej przez Zahorów śniegu sporo. Trzeba było biec polami i miedzami. Co chwila nogi zapadały się po kolana. Próbowałem robić wieloskoki ale po kilkuset metrach takiego kicania czułem zmęczenie. W pewnym momencie bach i nakładka jedna ześlizgnęła i się zdjąłem ją do ręki. Na punkcie odczepiłem też drugą. Po 10 km walki zegarek pokazywał 53 minuty. 4 km były ponad 6 minut na km. Teraz musiałem złapać rytm. Biegliśmy nadal grupą do Kodnia. W drodze wiało w twarz porządnie i zamiatało. Miejscami przecieraliśmy drogę. Nadawałem tempo i pierwszeństwo grupie w tempie około 4:55/km
W Kodniu po 16 km droga była odśnieżona i komfort biegu okazał się nieporównywany. Pierwsze 15 km kosztowało sporo sił.
Po 20 km czekałem już na moment aby zgubić kilku zawodników skoro chcę powalczyć o punktowaną lokatę. wiedziałem, ze przed polówkę nie ma co przyspieszać. Zresztą do 4:30/km mogłem sobie pozwolić  więcej nie zamierzałem się szarpać zważywszy,że ostatnie 10 km będzie walką z zaspami i pod wiatr.
Nawrót mieliśmy w Elżbiecinie Tutaj już śnieg topił się i na polnej drodze tworzyło się błoto. Teraz zrozumiałem jaki błąd zrobiłem przy doborze butów. Ślizgałam się. Niepotrzebnie zostawiłem nakładki. Połówkę zrobiłem w 1:53 to bardzo spokojnie jak na mnie. Teraz postanowiłem szarpnąć grupa i ją rozerwać. Trochę mi się nudziło. Nikt bardzo nie chciał prowadzić tylko chowali się za mną. Cóż wziąłem to na siebie. 23km 4:40/km pod wiatr poszło dobrze dalej zaryzykowałem po 4:35 a nawet 1 km 4:30. Faktycznie rozerwałem grupę. Jednak jeden z zawodników odszedł mnie. Pomyślałem jest mocny więc puszczam go do przodu. Nie będę dalej przyspieszał. Doszło jeszcze dwóch. Teraz we 4 biegliśmy wałcząc o 3 plac. Dalej robiła się już przewaga. Przed wbiegnięciem na asfalt w Kodniu oblepiłem się błotem i trochę poślizgałem.28 i 29km trzymałem się tempa 4:32. Po 30 dwa przyspieszyli i odeszli. Nie ruszyłem za nimi dochodząc do wniosku,że w takich warunkach poniżej 4:30 może mnie wykończyć. Wszak nie muszę tak gonić. Szybko przeliczyłem, ze jestem w okolicy 5-6 miejsca. Skupiłem się na tempie 4:32 i zawodniku przed mną. Biegliśmy tak do 34km razem. ja prowadziłem on za mną. Wiedziałem, że nie wiem co to 6 miejsca nie  oddam łatwo. Po 32 km czułem się dobrze. Miałem z czego przyspieszyć jeszcze. Wolałem zachować siły. Na 35 km brodziliśmy w zaspach po kolana. w pewnym momencie wybiegliśmy na pole i trach. wpadłem w jakąś jamę i uderzyłem kolanem w zamarzniętą ziemię. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Lezę kilak sekund. Zawodnik zawrócił podniósł mnie i pomógł ruszyć dalej. Za ten gest otrzymał ode mnie na dekoracji nagrodę fair play.
Po upadku straciłem trochę sił i nie atakowałem. Pod wiatr w zawiej walczyłem aby nie stracić kontaktu. Z tyłu kolejny zawodnik był stosunkowo daleko. Na ostatnim punkcie ciepła herbata i wbiegam w las. Nie gonię już spokojnie po 5 minut biegnę. Kolano boli to wziąłem dwie garść  śniegu włożyłem na nie pod spodnie. W Trojanowie asfalt i twardo ale nie dawałem się. Z tyłu odrobił do mnie kilkaset metrów. Z przodu jakieś 300metrów biegnie zawodnik ale chyba puchnie bo często się ogląda. Za jego pomoc nie będę go gonił. Chociaż w pewnym momencie żyłka walki włączyła mi się. 40 km przyspieszam do 4:50. Na 41km ponownie polna droga i śniegu kupa oraz twarde wyjeżdżone przez traktory bruzdy. Zerwałem się aby przyspieszyć. Pozbawiłem chyba zawodnika za mną zlodzeń, że mnie dogoni. Do mety pozostał ponad kilometr. Już swobodniej biegłem i luźniej. Ostatni 5 minut 2 sekundy. wbiegłem na metę stanąłem i bach dachowanie. Nogi mi zesztywniały. Szybko chłopaki z Klubu Biegacza Biała Biega przenieśli mnie do ambulansu. Serdecznie im dziękuję za reakcję. Tam odtajałem.  Póki biegłem było dobrze jak stanąłem to bach. Uzyskałem czas 3 godziny 40 minut 1 sekunda zajmując 6 miejsce na 60 zawodników. Jak się potem okazało także 2 miejsce w kategorii mieszkańców powiatu bialskiego. Dziękuję wszystkim za pomoc w szczególności mieszkańcom za przygotowaniu punktów żywienia i oczekiwanie nas przy -8 w wietrze i chłodzie.
 
Zawody wygrał Paweł Pakuła z czasem 3 godziny 15 minut. 
Bieg był sam w sobie dobry  nie skatował mnie jakoś szczególnie. Dałem radę jeszcze porozciagac się trochę.

środa, 14 marca 2018

Start na piątkę
W sobotę postanowiłem sprawdzić swoją formę w zawodach na dystansie 5km. Zamierzałem polecieć mocniej ale nie na maxa. Zakładałem aby zaczepić się za któregoś z mocniejszych chłopaków i trzymać się jak najdłużej. Zawody i odbyły się w Białej Podlaskiej. Na starcie nie było zbyt wielu zawodników.  Zabrakło ścisłej regionalnej czołówki.
Przed starem zrobiłem 2 km rozbiegania, rozciąganie i skipy z przyspieszeniami.
Na linii startowej dojrzałem Pawła Pakułę autora bloga http://maratony.blogspot.com za którym zamierzałem biec. Paweł biega piątkę szybciej ode mnie o około 1,5 minuty a dychę o blisko 2 minuty. Patrząc po zawodnikach to on powinien wygrać lekko. 
Ruszyliśmy i na starcie nikt nie rwał się aby prowadzić grupę.  
W końcu Paweł wysunął się a ja za nim. z tyłu było jeszcze 2 chłopaków. Prowadzący zagadywał aby go wyprzedzić. Po 1 km patrzę na zegarek 3:30 to stanowczo za szybko aby się rwać. Biegło mi się dobrze i komfortowo. Drugi kilometr 3:35 i szło dobrze. W głowie przemykała mi myśl ile tak wytrzymam. Na nawrotce byłem 2. Trener który stał blisko pokrzykiwał abym przyspieszył. Nie zamierzałem bo to nie ten czas. Owszem jeżeli tak będziemy trzymać się do 500 metrów przed metą to wtedy wszystkie rezerwy odpalę. Patrząc rozsądnie to któryś z nich zapewne o tym pomyśli wcześniej.
Po 3 km nadal byłem drugi i biegłem tuz tuz za prowadzącym. za mną dwa pozostali biegli na praktycznie plecach. Czaili się. Po 4 km miałem i 3:35 nadal było. teraz chłopaki przyspieszyli.  Jeden i drugi wyszli przede mnie. Nie zamierzałem się szarpać z nimi. Nawet osłabłem trochę i spokojniej już biegłem za nimi jakieś 50-70 metrów.

Cóż może nie była to dobra decyzja ale nie wynik na 5 km jest dla mnie najważniejszy. Ostatecznie byłem 4 z czasem 17:50 ale zabrakło około 250 metrów do piątki. W sumie takim tempem był połamał 19 minut tego dnia.  Po prostu nie zaryzykowałem obawiając się urazu a do tego zwolniłem na ostatnim do 4:05.  Było to dla mnie za wysokie tempo i ostatniego nie wytrzymałem
Wytłumaczenie może dość prozaiczne ale dla mnie racjonalne. Nie dałem z siebie wszystkiego i odpuściłem. Finiszu też nie zrobiłem.
Wszak do podium kilkanaście sekund mi zabrakło. Przyjdzie jeszcze czas na trofea.  Wygrał Paweł Pakuła z czasem 17:30. wyniki wyniki
Punkt wyjścia mam dobry do kontynuacji planu treningowego. Za tydzień bardziej ważniejszy test który zweryfikuje przygotowania zimowe. Po biegu jeszcze zrobiłem rozbieganie 6,7km.

wtorek, 13 marca 2018

Mocny początek marca

W początkach nowego miesiąca pierwszy weekend zrobiłem ponad 50km. Zagrzałem się mocno w ubraniu termicznym. W piątek zrobiłem w drugim zakresie 14km drogach polnych.  Głównym założeniem treningu było utrzymanie tempa średnio 4:25/km/ łatwo nie było bo ślisko i nie założyłem nakładek antypoślizgowych. Suma sumarum dycha wyszła nieco ponad 43 minuty i udało się delikatnie po niej przyspieszyć. Ostatni km to wyczułem równe 4:25.  Był to mocny początek marca.

W sobotę zrobiłem swobodne rozbieganie 12km+siła biegowa naprzemian 8x100wieloskoki w przerwie 50m truchtu+skipy 8x100m na przerwie 50m. To odczułem.
W niedzielę wyruszyłem na wybieganie z zabawą biegową ponad 25km po lasach co jakiś czas z przyspieszeniem i spokojniej tak dla urozmaicenia. Nie było już tak szybko jak w poprzednią niedzielę ale 4:55 średnia nie była taka zła.
Teraz trochę zwolniłem dla regeneracji i uzyskania trochę spokoju. Poprzedni tydzień na luzie i jeden trening zastąpiłem jazdą na rowerze. 

poniedziałek, 5 marca 2018

Bardzo mocny luty - podsumowanie miesiąca

 

To był bardzo ciężki miesiąc. Mimo kilku dni kaszlu i mrozu na dworze nie dałem się. Biegałem jak szalony dokładając do tego basen, siłownię, łyżwy i rower stacjonarny. Pierwszy raz przebiegłem grubo ponad 300 km. Tygodniowo bywało nawet 80 i 90 km podczas 5 i 6 treningów. Zobaczymy na ile to zaprocentuje w przyszłości. Udało mi się zrobić w terenie dwie 30-tki i dwa razy ponad 25km jako wybieganie. Dniem regeneracji był poniedziałek i raz jeden piątek. wystartowałem też w zwodach an dychę i poszło dobrze robiąc wynik lekko ponad 40 minut w Lublinie.

Liczba założonych treningów: 26
Liczna wykonanych treningów: 26
Liczba treningów tygodniowo: 5-6
Liczba startów w zawodach: 1
Życiówki: brak
Ogólna liczba kilometrów biegu w lutym 2018:  340,56 km
Łącznie bieganie w 2018: 598,56 km  
Ponadto: rower stacjonarny, łyżwy, siłownia, basen  

Średnia liczba km na treningu: 14,33 km
Średnia na kilometr: 4:45
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 26:58
Średnia prędkość 12,63 km/h

niedziela, 4 marca 2018

Morsowanie i wybieganie

Zrobiłem to. Zostałem morsem. Trener i znajomi biegacze podpowiadali abym spróbował zimnej wody bo pomaga na regenerację. Bez oporów pierwszy raz przy -12 przez minute wysiedziałem w zimnej wodzie. spodobało mi się i kilka dni później powtórzyłem to przy blasku księżyca. Fantastyczne uczucie.
Co do biegania to regularnie 5 razy w tygodniu biegam i realizuję plan treningowy. Po zimnej kąpieli zrobiłem 30km mocnego wybiegania. Szło bardzo dobrze. Było to bardziej cross wybieganie po drogach polnych, leśnych i 1,5km asfaltu w końcówce. Był to bardzo wartościowy trening w którym poza długością liczyło się utrzymanie tempa w niełatwym terenie. Momentami wiało i było- 12. Woda w bidonie zamarzła a w drugim izo z kawałkami lodu piłem. Musy owocowe po 10 km sztywne się zrobiły. Biegłem pierwsze kilometry na dogrzanie potem półmaraton i jeszcze 4km mocno. Pękło mi w 25 dni 300km w lutym i 90 w tygodniu😃To była druga trzydziestka w lutym.

wtorek, 27 lutego 2018

Dobra III Nocna Dycha do Maratonu w Lublinie w pogoni za zającem


Po 4 miesiącach przerwy w startach pojechałem do Lublina jak co roku w tym czasie na nocny bieg na 10km. Rano zrobiłem rozruch podczas biegu happeningowego. Wieczorem stat zamiast siły biegowej. Lublin jest tak usytuowany,że podbiegi będą w czasie biegu bo jest sporo wzniesień. Wybrałem się wesołym autobusem wraz z członkami Klubu Biegacza Biała Biega.
Pakiet szybko odebrałem i oczekiwałem na czas jaki przyjedzie do rozgrzewki. Było chłodno, trochę wiało miejscami mokro. 45 minut przed startem a zaplanowany był na 22:30 przebrałem się. Postanowiłem biec w spodenkach i bluzie.
Zrobiłem kilka przebieżek i rozruch. Na starcie stanąłem obok przed zającem na 42:30 a sporo za na 40 minut. Plan był tak aby zrobić wynik poniżej 41 minut ale bez szaleństwa. Byłem ciekawy jak jestem przygotowany.
Zanim ruszyliśmy spotkałem Sebastiana którego miałem ciągnąc na wynik poniżej 41.
3,2,1 i go. Początek bardzo zachowawczo na dogrzanie się i było lekko z górki. 4:10/km leciutko. Dalej 4:08 i niosło dobrze. Kolejny już 4:06 ciągnęło mnie dalej.  Na piątce 20:30 wyszło. Mimo ze wystartowało ponad 1500 zawodników nie czuć tłoku na trasie. Spoglądałem w dal gdzie jest zając na 40 minut ale już znikł na horyzoncie. Poszedł dość dobrze.
Na 5 km postanowiłem trzymać tempo i zostawiłem Sebastiana. Zaryzykowałem aby dogonić zająca tego na 40 minut. Rozkręciłem się już na dobre i mijałem kolejnych zawodników dostrzegając baloniki i pace jakieś 600 metrów przede mną
6 i 7 km szybko minął bo poniżej 4 minut 3:58 każdy. Mój cel był już w zasięgu wzroku jakieś 400 metrów. Dorwę gościa i jeszcze go wyprzedzę. Tak też się stało na 8 km po wcześniejszym sporym dosyć podbiegu na jednym z wiaduktów. Nei odczułem go za bardzo bo trzymałem 4:00. 
W końcu doszedłem zająca i trochę z nim biegłem. Na 10 km zostawiłem go i pognałem do przodu. Szybko okazało się, że czas finiszu się zbliża. zbyt mocno nie darłem ale lekko przyspieszyłem 40:12 skończyłem co dało mi 82 miejsca na 1500 którzy ukończyli zawody wyniki . Była to dobra dycha a najlepsza ze wszystkich dotychczasowych nocnych.

wtorek, 20 lutego 2018

Bieg happeningowy

Miniony tydzień zacząłem dobrymi piątkami średnio 4:18/km. Dalej była siłownia i rower stacjonarny. W piątek zrobiłem 13 km biegu z przyspieszeniem. W sobotę z kolei trochę inaczej.
Bieganie bieganiem ale dystans do niego też mam. Czasami trening jest tylko dla samej frajdy. Tak było w sobotę podczas biegu walentynkowego. 
 
 Dystans tylko 1km ale liczyła się dobra zabawa i manifestacje tego co robimy w Klubie Biegacza Biała Biega. Spotkaliśmy się zrobiliśmy rozgrzewkę i potruchtaliśmy razem snując dalsze plany biegowe i organizacyjne. Przebrania były rożne i różnorodne.
Wieczorem zaś czekały nas zawody III Nocna Dycha do Maratonu w Lublinie. Wybieraliśmy się wesołym autobusem.



niedziela, 18 lutego 2018

Mocne treningi
Nie zwalniam tempa i trzymam regularnie 6 razy w  tygodniu trenuję bieganie. Najczęściej jest to tempo, rozbieganie, wybieganie i siła biegowa. Staram się urozmaicać je basenem lub siłownią. 
Początek lutego to 93 km samego bieganie w tygodniu bardzo ładnie poszło. Zmęczenie odczułem i w kolejnym tygodniu przekroczyłem 80km. 
Najbardziej cieszy mnie długie wybieganie 32km gdzie średnie tempo wyniosło 4:50 a ostatnia piątkę jeszcze przycisnąłem.
Sporo robię biegania w terenie. Mimo lodu i śniegu to daję radę. Luty i początek marca to najtrudniejsze treningi. Potem będzie już trochę lżej.
Dawno nie biegałem na zawodach. Ostatni raz w październiku i zapewne trzeba będzie niedługo jakąś dychę i piątkę pobiec na sprawdzenie się. 

niedziela, 4 lutego 2018

Podsumowanie stycznia 2018
Styczeń był dobry, choć opuściłem 3 treningi; siłę biegową, rozbieganie a jedno wybieganie zmniejszyłem w km, bo było ciężko. Ostatniego dnia miesiąca wybrałem się na łyżwy bo dawno nie jeździłem. Przy okazji było to urozmaicenie. Pływałem też na basenie i poćwiczyłem na siłowni. Zrobiłem o 1 km więcej niż w grudniu. Miało pęknąć 300 km, nie tym razem. Było jednak szybciej. Teraz czeka mnie ciężki miesiąc bardzo mocny i czas prawdy treningowej. Przekroczę już połowę przygotowań.
Liczba założonych treningów: 22
Liczna wykonanych treningów: 19
Liczba treningów tygodniowo: 4-5
Liczba startów w zawodach: 0
Życiówki: brak
Ogólna liczba kilometrów biegu w styczniu 2018:  258 km
Łącznie bieganie w 2018: 258 km  
Ponadto: rower stacjonarny, łyżwy, siłownia, basen  

Średnia liczba km na treningu: 14,33 km
Średnia na kilometr: 4:44
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 20:25
Średnia prędkość 12,64 km/h

czwartek, 1 lutego 2018

Końcówka stycznia

Ostatnie dni stycznia to poranne rozbieganie w poniedziałek. Wstałem po karnawałowym weekendzie już przed 5. Byłem pełen werwy i chęci do biegania. Wszak tydzień wg planu zapowiadał się mocno. 
Poniedziałek jednak na spokojnie 10 km lekko poniżej 5:00/km po asfalcie. We wtorek już nie było tak fajnie. Popływałem na basenie 1,2 km i potem trening dwukilometrówki. Postanowiłem je trochę podkręcić robiąc pierwszy w granicach 4:10 a drugi starałem się pobiec pod 4minut. Początek pierwszy na rozruch. szlak by trafił bo po wiatr musiałem na drugim namęczyć się aby złapać rytm. 4:05 jakoś nakręciłem ale drugi jeszcze przyspieszyłem po 4:03. 
Dalej była zalecana przerwa w truchcie lub marszu 1km ale nie dłużej niż 6minut. Zmieściłem się uzupełniając płyny w 5:15.
Gdy zaczynałem drugą dwójkę miałem obawy czy wytrzymam. Okazało się ze jest lepiej niż myślałem. Basen przydał się. Pod wiatr 4:10 a drugi już poniżej 4 minut.
teraz w przerwie 5:45 i kolejna dwójka. Pierwszy 4:04 a drugi to już frunąłem 3:50 i endomondo stanęło. Nawet nie słyszałem. Trucht 5:50 i kolejna dwójka poniżej 4 minut każdy. To już mi wystarczyło. Więcej nie miałem ochoty ganiać.
Na koniec jeszcze 1,5km schłodzenia i walka z endo, które zawisło. Zegarek ręczny tak nie zawodzi i zawsze go mam. Łącznie pobiegałem ponad 12km. na koniec rozciąganie.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Biegam, biegam

Biegam i urozmaicam treningi. Nie jest łatwo. W tym miesiącu już 3 treningi niestety odpuściłem. Trochę w kość dostaję. Cóż praca zawodowa i życie nie zawsze pozwalają na regularność.
Pierwszy tydzień stycznia 4 treningi a kolejny to 5 wg planu. Siłę biegową zrobiłem ciągnąc oponę. Oj to odczułem. Niestety następny tylko 4 i brak wybiegania. W ostatnim tygodniu biegałem 4 razy plus basen i siłownia, po której zakwasy dały o sobie znać. Do tego jeszcze uroki karnawału i niedzielne wybieganie odpuszczone. Lepiej jednak poluzować niż się męczyć.

czwartek, 18 stycznia 2018

Dobry 2017 rok, czyli garść statystyk


Miniony rok był najlepszym dla mnie pod względem kilometrażu. Najsłabsze miesiące to maj i czerwiec z racji roztrenowania po dwóch maratonach w tym najlepszym Orlen Warsaw maraton gdzie pobiegłem 3:14 bijąc rekord życiowy o 6 minut. To był najważniejszy cel 2017 roku, który zrealziowałem. Ponadto była tylko jedna połówka w Wiązownej, piętnastka w Kodniu kilka dych i parę piątek. 
Na wszystkich treningach spędziłem 268 godzin 23 minuty 45 sekund pokonując 2319 km biegiem, 411 km rowerem, 76 km kajakiem, 65km chodzeniem, 4,8 km pływaniem. Nowy Rok 2018 kontynuuje plan treningowy. Jaki to będzie rok to się okaże cele są dwa.

     Miesiąc                         km           czas       śr. czas na km   
Grudzień 2017:
257.00
20:49:16
04:51


Listopad 2017:
170.00
13:44:25
04:50


Październik 2017:
256.89
20:53:33
04:52


Wrzesień 2017:
169.99
14:06:54
04:58


Sierpień 2017:
184.30
15:50:40
05:09


Lipiec 2017:
123.48
09:54:15
04:48


Czerwiec 2017:
60.83
04:40:21
04:36


Maj 2017:
152.72
13:08:00
05:09


Kwiecień 2017:
202.93
16:01:45
04:44


Marzec 2017:
304.30
24:12:32
04:46


Luty 2017:
206.07
16:18:07
04:44


Styczeń 2017:
233.88
19:41:55
05:03


wtorek, 2 stycznia 2018

Treningi i podsumowanie grudnia 

Ostatni miesiąc roku wyszedł już nawet nieźle. W końcówce miesiąca zrobiłem siłę biegową, wybieganie i trening szybkościowy. Udało się zrobić większość treningów i je urozmaicać. 5 treningów było w każdym tygodniu. Gdy czułem zmęczenie to kręciłem rowerem
 
Liczba założonych treningów: 20
Liczna wykonanych treningów: 19
Liczba treningów tygodniowo: 5
Liczba startów w zawodach: 0
Życiówki: brak
Ogólna liczba kilometrów biegu w grudniu 2017:  257 km
Łącznie bieganie w 2017: 2322 km  
Ponadto: rower i basen
  
Średnia liczba km na treningu: 13,52 km
Średnia na kilometr: 4:51
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 20:41
Średnia prędkość 12,34 km/h