poniedziałek, 6 maja 2019

Wygrana w Międzyrzecu Podlaskim


Na bieg z jajem jechałem z myślą wystartowania i zrobieniu wyniku poniżej 20 minut aby nie było wstydu.

Z rana zrobiłem po asfalcie 16,5 km w lekkim tempie średnio 4:58/km. Na miejscu okazało się,że nie ma wielu zawodników a zatem postanowiłem powalczyć. Zrobiłem mocną rozgrzewkę. spor przebieżek i rytmów oraz przebiegłem jedno kółko trasy aby zobaczyć jak jest pokręcona. Jak przystało na bieg z jajem Łukasz z Fundacji w te pędy zakręcił ją konkretnie. O dobrym wyniku można będzie pomarzyć, bo była spora ilość skrętów nawrotów i kręcenia.
 3,2,1 Start bardzo spokojnie czekałem kto się wyrwie po 200 metrach ktoś krzyknął aby rozbić czoło bo było ciasno. Wtedy wyrwałem do przodu mocno wręcz sprintem z 500 metrów darłem nie oglądając się za siebie. Gdy poczułem to szarpnięcie to za mną nie było nikogo. Pierwsze 800 metrów wyszło poniżej 3 minut a więc postanowiłem utrzymać tempo choćby 4:00/km. Tak też biegłem. Trasa jak wspomniałem wymagała sporo manewrowania i skręcania. Biegłem w miarę równo trzymając się tego aby nie tracić. Pierwsze kółko prowadziłem i miałem z dobre 100 metrów przewagi. 
Samotny bieg zwłaszcza na tak krótkim dla mnie dystansie jak 5km jest ciężki zwłaszcza na prowadzeniu. Jak wspomniałem nie było nikogo z kim mógłbym lecieć. Po 3 km obejrzałem siei  drugi zawodnik był w bezpiecznej odległości. teraz było trudniej bo doganiałem tych idących z kijkami. Wąska trasa i mijanki oraz szarpanie powodowało,że tempo już mi spadało.
Ostatecznie wygrałem z słabym czasem 19 minut 47 sekundy. Gdyby nie te zakrętasy byłoby z pół minuty lepiej.
Cóż stawka zawodników nie była zbyt wielka bo  36 zawodników. Drugiego wyprzedziłem o półtorej minuty.
To był taki mocniejszy akcent na dwa tygodnie przez maratonem w Lublinie. teraz tylko wolniej i niej biegania a więcej regeneracji.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza