wtorek, 27 września 2022

Niedzielne wybieganie

25 km z rana i mina na weekend uradowana. Nie ma jak wstać i ruszyć o godz. 6:06 o wschodzie słońca. Uf...ćwiartka setki wyszła.
Poranny trening z kolegą zrobiliśmy że Studzianki przez Ortel Królewski, Kościeniewicze,Janowie, Wólkę Kościeniewicką, Janówkę, Koszoły do Studzianki (czyli dawne wioski tatarskie) wypadł spokojnie w tempie ok. 5:30 plus minus 5 sekund.

poniedziałek, 12 września 2022

Dycha w Pradze


Dycha w Pradze, czyli udział w Birell Prague Grand Prix

Po raz pierwszy pobiegłem 10 km za granicą w ramach RUN CZECH. Bez przygotowania i treningów wystartowałem na żywioł. Okazało się,że nie zapomniałem jak biegać nawet w miarę dobrym tempie, bo dychę średnio poleciałem po 4:25/km

Dawno nie pisałem a starowałem mało. We wrześniu udało mi się uzyskać pakiet startowy dzięki Tomkowi, który nie mógł wystartować. Wybierałem się i tak do Pragi w tym czasie z grupą. Dzień przed wybrałem się odebrać pakiet startowy i zapoznać się trochę z samym biegiem i trasą. Start zaplanowano na godzinę 19:30 na Namiesty Republiku w samym centrum Starego Miasta. Zapowiadało się fajne wydarzenie. W ciągu dnia jeszcze zwiedzaliśmy Pragę i kilometrów narobiliśmy. 

W dzień startu starałem się trochę nawadniać i racjonalnie jeść. Na start powędrowała ze mną cała grupa wycieczkowa. Ostatnio biegam mało a więcej chodzę. Jednak dwa dni przed zrobiłem lekki rozruch 5km i tyle było treningu. Przed startem trochę truchtu i rozciągania. Jeszcze w metrze zdążyłem złapać kawę. Miało być podwójne espresso a był  żużel jak z toru Motoru Lublin przy Alejach Zygmuntowskich.

Cóż wspomagałem się wodą i coca colą. Stanęliśmy przy barierce gdzie bieg kończyły kobiety na 5km. Niektóre ponad 48 minut biegł a raczej walczyły aby choć trochę pokazać, że biegną. Żywiołowo ich dopingował spiker. 
Sama końcówka wbieg lekko pod górkę i po bruku oraz torach tramwajowych nie zapowiadała dobrego finiszu. Zabrałem wprawdzie twarde buty na asfalt ale tu będzie trochę urozmaicenia. Zostawiłem graty i grupę informując, że zabiorę się z zającami na 45 minut.  Potruchtałem jeszcze, porozciągałem się i zrobiłem kilka przebieżek. Dopiłem wodę i powędrowałem do strefy C miejsca startu  20 minut przed startem. Stref było aż do litery G. W tym czasie spiker prezentował zająców na poszczególne czasy oraz faworytów.  Zawodników były tysiące. Trudno wskazać ile ale bardzo dużo. Założyłem koszulkę klubową , lekkie buty i skarpetki. Aby było swobodniej same spodenki bez slipek. Będzie przewiewniej-)

Plan na bieg był prosty. Ruszyć z zającami na 45 minut i zobaczyć jak będzie to szło. Czy dam rade to będę się ich trzymał. Jak spuchnę to odpuszczę. Ambitnie zakładałem, że po te 4:30 powinienem jeszcze dać rade z marszu dychę pobiec.

3..2..1. start wybiegałem ze strefy ponad pół minuty. Przebiegłem koło swoich którzy zagrzewali do boju. Było ciasno i do tego jeszcze z górki. Inny bieg niż w Polsce. Pełno ludzi dopingujących uczestników. Tunele pełne wrzawy, muzyki oraz zespołów grających a także dymy, race oraz lasery. To robiło wrażenie. Pierwszy km 4:40 biegłem bardzo chaotycznie i nie mogłem złapać właściwego rytmu nawet i na kolejnych. Trzymałem się zającowej, bo chłopak wydarł szybciej. Trasa góra dól, podbieg i zbieg. Było to takie szarpanie. Na drugim km 4:34 lekko ale to lekko przerzadziło się i można było już trochę swobodniej biec. 3 km 4:30 więc było równo teraz. Punkt z wodą był co prawda rozciągnięty to chętnych do niego dużo i tutaj trzeba było w locie łapać kubeczek z wodą. Wracając do trasy to świetnie zorganizowane oznaczenia i co podkreślam ludzie full niezwykle żywiołowo reagujących. Do tego Praga o zachodzie słońca aż momentami ciary przechodziły, że środkiem jezdni można tak sobie to miasto podziwiać. Na 4 km była agrafka co bardzo spowolniło. Takich było jeszcze kilka na trasie. Cóż 4 km wyszły 18:15 więc dobrze było. Wysunąłem się przed zającową aby dojść do drugiego pacemakera. Tametem biegl trochę szybciej robiąc zapas. Na 5 km zerkam na zegarek 22:40 oj trochę może zabraknąć do połamania 45 minut i zające mnie wchłoną.  

Na zbiegu nie wiedziałem kiedy odszedłem trochę grupie. Teraz biegłem już bez liczenia na zająców.  Zdecydowanie przyspieszyłem ten km do 4:10. Szło dobrze. Praga była skąpana już w zachodzącym słońcu. Fala zawodników przede mną i za mną rozlała się po ulicach grodu nad Wełtawą Skoro mowa o rzece do 7 km byłem już nad jej brzegiem. Trasa wiodła dalej przez most do kolejnej agrafki. Denerwowało mnie te nawracanie. Punkt z wodą po 7 km był już luźniejszy i zasuwałem, choć łatwo nie było. Dawno nie biegałem 4:10 a nawet 4:05/km. Pod górkę na most było cholernie ciężko. Jakoś wdrapałem się i tempo mi spadło. Zauważyłem zająców po nawrocie mieli do mnie ze 300 metrów a więc sporo im uciekłem. Nie powinni już mnie dogonić. Teraz walczę już tylko o to aby ukraść cenne sekundy. 8 km juz w bólach ale szybko przeszło i na 9 przyspieszyłem zdecydowanie. Leciałem już poniżej 4 minut. Czułem że jest ciężko ale atmosfera tego biegu niosła i nie zważałem na trudności. Im bliżej końca tym bardziej gazowałem. 10 km to już poezja biegu.

                            

 Oświetlona Praga witała na ostatnich metrach. Jeszcze 300 metrów do mety mimo,że pod górkę to darłem ile ostro. Na finiszu dałem do pieca jeszcze.

Słyszałem i kątem oka widziałem moją grupę która mnie dojrzała i dopingowała.  Wbiegłem na metę z czasem brutto ponad 44 minuty. Zegarek na ręku pokazał poniżej 44 minut więc nie było tak źle. Owszem zmęczyłem się ale bez przesady.  Dobrze,że nie szarpnąłem za ostro na początku. Ostatecznie wyszło 43:56 

                            

a więc druga piątka szybciej o ponad minutę 21:16. Nie zatraciłem jeszcze tak bardzo zmysłu biegania. 

Sporo czasu zajęło zanim dotarłem po medal. 
                            
     
Wcześniej woda była podana. Szliśmy ze strefy mety spory kawałek po banany, pomarańcze piwo bezalkoholowe Birel i inne frykasy.  Dobrze wyszło. Zanim wygramoliłem się to minął z kilometr aby powrócić do grupy. Rozciąganie juz bardzo lekkie i trochę truchtu ale nie za dużo. Jedynie do źle dobrałem do koszulkę bo trzeba było brać na ramiączkach.  Po biegu szybko hyc w metro i w miasto. Znaleźliśmy lokal gdzie podano pyszne żeberka oraz czeski złocisty napój. 

Niezły start mobilizuje do powrotu na właściwe tory biegania. Wszak jest już chodnej więc czas na regularne treningi i jakieś jesienne starty.

czwartek, 26 maja 2022

Poranne bieganie

Wstaję  4:44 a słońce już wstało a  więc chyba trzeba o 3:33 -:) aby zobaczyc cały ceremoniał wschodu słoneczka. Szklanka wody z cytryna i mus Kubuś owocowy jabłko-banan wrzucam na ruszt.  Zakładam spodenki, skarpetki, koszulkę biegową. Profilaktycznie biorę wiatrówkę, ponieważ po wczorajszym deszczu może początkowo być chłodno. Zabieram plecak z piciem. Rozciągam się delikatnie oraz robię skłony i wymachy. Powoli ruszam.

Początek rzecz jasna noga za noga po polnej drodze. Jeszcze rosa jest na trawie i liściach brzóz. Za mną coraz wyżej jest już majowe słońce.  Wbiegam w lasek i ponownie na otwartą przestrzeń.


Tutaj rzecz jasna są sarenki które spłoszyłem z rannego śniadania. Tak zjadały trawę, że dały się trochę podejść. W końcu uciekły. Pierwszy km 5:49. Cieńko bardzo cieńko ale może rozruszam się. Na drugim jest już zdecydowanie lepiej. Wbiegam w przestrzeń graniczną gminy Piszczac a mianowicie Ortel Królewski Drugi. Tzw. granica o dziwo zaczynam się rozpędzać. Trzeci km poniżej 5 minut. Oj za szybko. Na 4 km już zdejmuję w biegu wiatrówkę bo zaczynam się pocić jak parówka w rondelku pod przykryciem. Uf... popijam kilka łyków wody i biegnąc obserwuję latające ptaszki. 

Wszystko wokoło mieni się w blasku słoneczka. Zboże w coraz większe kłosy urasta. Lekki powiew wiatru zrzuca kropelki rosy i resztki deszczu. Zatrzymują się przy trawie obok rzepaku aby podziwiać wędrujące robaczki, które od rana pracują. 

W oddali trzy sarenki wcinają zboże. Gdy mnie zobaczyły to się spłoszyły i po skosie zaczęły uciekać. 

Teraz biegnę już bardzo spokojnie i zachowawczo. Mijam ponownie przekwitający rzepak oraz ... ule. Tak tak kilka uli stoi przy zagajniku gdzie mniemam są dobre warunki dla pszczółek. 







Dobiegam do budynku po szkole i miejsca gdzie jest meczecisko miejsce gdzie do 15 sierpnia 1915 roku stał meczet. 



Dalej chodniczkiem powoli zmierzam ku końcowi. 





Wszak dzień jest długi i aktyny to nie przeciążam się kończąc na 7,7 km w ponad 40 minut. Jest jaki postęp, ponieważ trzeci raz udało mi się wyjść i potruchtać w rytmie co drugi dzień. We wtorek robiłem 10 km po asfalcie w miarę spokojnym tempie. Jednak co km robiłem przebieżki na odcinkach 20 sekundowych. 

poniedziałek, 23 maja 2022

Czasami biegam

Moje bieganie bywa od paru miesięcy tylko incydentalne. Z racji sezonu turystycznego ruchu nie brakuje choć bieganie zaniedbałem. Czasami przebiegnę 5 km lub 10 km raz w tygodniu. Planów biegowych nie mam póki co.

W niedzielę postanowiłem poczłapać. Na początek robię lekkie rozciąganie. Zakładam koszulkę wiatrówkę bo wieje i na krótko. Biorę plecak biegowy z wodą. Buty crossowe, opaski kompresowe i w drogę. Powoli wlekę się polnymi drogami. Momentami wiat wieje co nie ułatwia szurania. Pierwszy km 5:49 to bardzo marnie ale dobrze, e biegnę a nie idę. Na drugim deko lepiej. Przebiegam przez lasek gdzie czuć zapach wiosny a także można dostrzec sarenki biegające. Dalej drogę przebiega zajączek i ponownie sarenki. Drugi km lepiej 5:14 i powoli biegnę. Nie jest łatwo. Pocę się a momentami za gorąco. Co wiatrówkę odsunę to wieje i znowu chłodniej.  

na 3 km wzdłuż rowu obserwuje zatory jakie porobiły bobry i dostrzegam szarego bociana który umyka z rowu. Trzeci 5:19 i nie chce mi się biec. Chyba brak motywacji mnie ogarnął w tym momencie. Jednak mobilizuję się i kieruję się w stronę lasu. Tutaj 4 i 5 km trochę wolniej ale rozruszałem się. Szybciej nie było ale bardziej komfortowo. Co 2-3 km popijam kilka łyków wody. 

Na 6 km wbiegam w las i tutaj ponownie jest zwierzyna która ucieka przede mną. Dalej powoli, z lekka zadyszką dobiegam te ponad 10 km. Rozciągam się i kończę.

wtorek, 22 marca 2022

Powolny powrót

W niedzielę było z nogą już lepiej. Udało się wyjść na bieganie. Wszak nie było dużo, bo ten sam odcinek co ostatnio ale poszło.

Zrobiłem rozgrzewkę i rozciąganie. Powoli ruszyłem i biegło się dobrze,. Nie czułem bólu i dyskomfortu. Jednak maść, fizjo i tejpy pomagają. Wszak nie leciałem szybko ale to dobry znak. 6,5 km  w spojonym biegu dało mi poczucie komfortu psychicznego. Czas nie był tak istotny chociaż średnio 5:30/km to już można nazwać jakimś tam bieganiem.  Zapewne odpoczynek też swoje zrobił. Regeneracja tez jest dosyć ważna. 

sobota, 19 marca 2022

Trucht po tygodniu

Tydzień czasu minęło zanim ponownie pobiegałem. Chociaż bieganie to zbyt duże słowo. 

Po rolowaniu, smarowaniu maścią chlodzącą nie bardzo przechodziło. Mięsień brzuchaty prawej nogi dał o sobie znać. Pierwsze dwa dni nie dałem rady chodzić. Dopiero po radzie fizjoterapeuty kupiłem maść i zaczęło być lepiej.  

Gdy położyłem się na stół i fizjo wymasował aż wycia bo tak bolało to poprawa okazała się znaczną. Założył mi tejpy na tę nogę. Defacto boli mięsień brzuchaty od początku. W czwartek jednak wybrałem się potruchtać 6,6 km po drodze piaszczystej. 

Nie było źle. Bólu nie odczuwałem a jedynie obawę czy mi nic się nie stanie. Codziennie kilka razy smaruję boląca nogę. Chodzić chodzę już bez problemu.

Byłem na saunie a zimna woda w stawie dała dobrą regenerację. To pomogło na tyle że nawet na ćwiczenia wybrałem się. Wszak trening obwodowy nie był w moim wykonaniu pełny. Omijałem te stację gdzie trzeba było wysiłku na nogach. Za to brzuszki, podciągania,planki, rolowanie, hantelki i wyciąganie na kółku. Dobrze mi to zrobiło. Oczywiście póki co o powrocie do regularności nie ma mowy. Z czasem liczę że przejdzie.

sobota, 12 marca 2022

Przerwany trening

Niestety poranny trening w czwartek z rana jeszcze przed wschodem słońca zakończy się szybciej niż zaplanowałem. Po wstaniu o 4:44 i krótkim rozciąganiu ruszyłem na trasę z zamiarem 2km rozruchu a dalej szybie odcinki po 30 sekund o każdym kolejnym kilometrze. 

Po 2 km i szybkiej wręcz sprinterskiej 30sekindówce poczułem ból w łydce z tyłu lewej nogi. Zwolniłem a nawet przeszedłem do marszu. Dalej próbowałem ruszyć ale bolało tak że kulałem. Postanowiłem zawrócić. Ne wiem przemęczenie? za szybki akcent czy naderwanie mięśni? Powoli kusztykając w truchcie a trochę w marszu przy blasku wschodzącego słońca wróciłem zły jak osa. 





Coś się stało. Fakt nie wyspałem się bo 5godzin z kilkoma przerwami to nie sen i żadna regeneracja. Może to efekt jeszcze biegania po asfalcie i niedzielnej piątki? hm....

Cóż zacząłem się rolować i smarować maścią chłodzącą. Trochę mniej boli. Zobaczymy co będzie za kilka dni. Może w niedzielę spróbuję wyjść potruchtać. Póki co pauza.

wtorek, 8 marca 2022

Wieczorne rozbieganie


Po weekendzie i ćwiczeniach, wybieganiu na 30 km oraz niezłej piątce we wtorek dopiero wieczorem wyszedłem na rozbieganie. Poniedziałek dałem sobie na luz i regenerowałem się. Odstawiłem, tydzień temu słodycze, alkohol i napoje gazowane. Na wadze już 7 jest z przodu to dobry znak,że ostatnie dni i treningi zaczynają procentować. Ważne aby otrzymać systematyczność.

We wtorek wieczorem rozciąganie i skłony, wypad oraz wymachy. nie za dużo, ponieważ na rozbieganie nie potrzebuje zbyt intensywnej rozgrzewki. Dogrzeję się w trakcie po paru km.

Ubrałem się w miarę ciepło z termicznymi spodnimi i gatkami. Nie biorę picia wszak  jest chłodno a 14 km to nie potrzebuję. Buty na asfalt zakładam te nowe jakie miałem w niedziele na piątce. Założyłem je po raz drugi. Asics to po raz pierwszy ich używam ale słyszałem dobre recenzje. 

W niedzielę dobrze się biegło i chyba dlatego tak fajnie piątka poszła. Pierwsze 2 km po drodze polnej i nie było za szybko bo 5:17 i 5:10/km. Gdy wbiegam na asfalt jest już lepiej. Dobrze szło dalej coraz lepiej po sekundzie, dwie szybciej. Na 5 km już poniżej 5/km już jest. Kilometr za kilometrem już dogrzany zasuwałem na luzie.  Po asfalcie dobrze się śmigało.  W pewnym momencie kilometr ten dziewiąty  4:54 to jak na rozbieganie za szybko. 

Zmobilizowałem się aby nie zasuwać za szybko.  Gdy wybiła 21 to pogasły światła na jednej z wiosek. Oszczędności biorą górę ale miałem czołówkę. Końcówka znowu wyszła podkręcona po 5:00

14 km w godzinę 11 i 43 sekundy wyszło. Dało to średnią 5:05 i jak na rozbieganie to jest dobrze. Jeszcze trochę rozciągania i hyc pod zimny prysznic aby nogi trochę pomoczyć. 

niedziela, 6 marca 2022

Niezła piątka

Bieg Tropem Wilczym na 5 km pobiegłem kolejny raz. Zawsze dobrze mi się go biegało. Tym razem z pewnymi obawami po wczorajszej 30tce i dzień po dniu.


Pojechałem z myślą aby 21 nabiegać czy 21:59 czy 21:01 to się okaże. Rozgrzewką był bieg symboliczny 1963 metry, Potem skłony, rozciągania i wreszcie sprinty. Po rozgrzewce biegu symbolicznym postanowiłem biec na krótko i to był dobry pomysł. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie klubie.i start.

Zaplanowałem zaczepić się za pierwszą kobietą która wyrwie. Wiedziałem, że będzie to Kaśkę Stepczuk bo ona biega tak pod 21 minut. Może wytrzymam.

Od początku ruszyliśmy dziarsko po 4:10 pierwszy kilometr. Na drugim było jeszcze lepiej 4:08. Biegliśmy razem we dwójkę trzymając tempo. Duża liczba zakrętów i wiatr powodowały, że trzeba było mocno pracować. Trochę zwolniliśmy. Na trzecim km zaczynało się drugie kółko. Czas pokazywał 10:20 co dobrze rokowało.

Druga pętla jednak mocniejsza i szybsza. Minęliśmy kilku zawodników. Na 4 km było już po 4:00. Ostatni to rzecz jasna mimo tych zakętasów na mieście udało się przyspieszać. Zostałem sam i cisnąłem. Nie na maxa ale mocno. Jeszcze jeden zakręt i Plac Wolności. Dalej z asfaltu w kostkę. Doganiam kolejnego zawodnika i go mijam. Grzeję już konkretnie Wpadam na ostatnią prostą. Dosyć długa mi się wydawała. Do końca dawałem mocno. Przed metą usłyszałem aby być dżetalmenem i puścić panią. W sumie przeszedłem kilka metrów przed metą do marszu aby towarzyszka biegu mogła mnie dogonić. 

Nie zdążyła. Przekroczyłem linię mety 20 minut i 24 sekundy. Oboje mieliśmy takie same czasy. 

To był fajny bieg na sprawdzenie się i przewentylowanie płuc. Średnie tempo 4:05 mi wyszło. Ostatni kilometr poniżej 4 minut/km/ Obawiałem się, że wysiądę ale mogłem jak w Wiązownej zacząć mocniej. Zatem w końcu udało mi się przełamać i złapać prędkość pod 4:00. 

Fot. Monika Raczyńska i Marek Maliszewski

sobota, 5 marca 2022

Poranne wybieganie z przygodami

O godzinie 4:44 wstaję, nie pierwszy raz w tym roku. Poranna toaleta i zrzut balastu wczorajszego jedzenia. Dalej wstawiam czajnik może kawa z rana. Tak bo dużo nie zjem a w planie 30 km biegu. W między czasie ubieram się. Zaczynam od smarowania sudokremem i plastrowania. Następnie zakładam sportowe gatki i koszulkę techniczną. Spodnie to biorę termiczne a bluzę cieńszą. Do tego kompresowe skarpetki i buty na cross. Zapewne będzie miejscami błoto. Co jem? Cztery kromki smarujemy samym masłem. Do tego dwie szklanki wody filtrowanej cytryną. Zagryzam bananem i witaminami w tabletkach. Słodkich rzeczy nic nie ruszam. Kawę mieloną zalaną wrzątkiem wystawiam zza okno celem schłodzenia. Następnie szykuję plecak. Bukłak z wodą i cytryną 1 litr. Biorę jeden żel, shot czyli suplement diety w płynie z magnezem. Wszak kawa wypłukuje magnez. Do tego pakuje mus bananowo jabłkowy Kubuś. Latarki ani kamizelki odblaskowej nie biorę. Wypijam pół filiżanki gorzkiej kawy już ostygniętej lekko. 

Rozciągam się trochę czyli wymachy, skłony, wypady, kręcenie bioder i rąk. Wczoraj był trening obwodowy więc trochę ćwiczeń było, ale nie forsowałem się. Zakładam wiatrówkę, czapkę, buff n szyję, rękawiczki, buty sznuruję a na koniec włączam aplikację.

Wychodzę jeszcze trochę jest ciemno. Wioska śpi w najlepsze. Rzadko gdzie palą się światła u tych co muszą po 5tej wstawać. Takich jak ja wariatów aby pobiegać w sobotę o tej porze to w okolicy próżno szukać.  Dla mnie to jedyny czas w tym dniu polatać. Jak nie wstanę to  nie wyrobie w ciągu dnia.

Powoli,leniwie drepczę po polnej drodze. Pierwszy kilometr jak zawsze wolno i drugi na pobudzenie. Trochę świta więc jakoś drogę widać. Przede mną bite 2,5 godizny biegu. To nazywa się wybieganie. Budowanie wytrzymałości oraz mentalne przyzwyczajenie to tak długiego czasu w biegu. Jednocześnie bywa często to czas na sprawdzanie ubioru, ekwipunku czy pożywienia. Wbiega do Ortela Królewskiego i sumę po piachu. Trzeci km 5:11 ciut za szybko. Na czwartym jest więcej piachu i trochę pod górkę. Niby nie dużo ale czuć. Zwalniam więc bo i tak za szybko zacząłem. Co jakiś czas drogę przebiegają sarny które zarówno na otwartej przestrzeni jakimi w lasach pojawiają się często. Po 5 km jestem dogrzany. Miejscami jest sporo błota i buty już ubabrane. Do tego błoto nie odczepia się tak łatwo. Co jakiś czas widzę o zgrozo śmieci i dzikie wysypiska. Czegoż to ludzie nie wyrzucają. Pralki,opony, lodówki folię i to do lasu. Poza tym częsty element mi towarzyszący to psy. Biegające poza domostwami. Wybiegają z podwórek i ganiają. Ludzie nie dbają o to i nie pilnują swoich czworonogów z rana. Kilometr za kilometrem przez Ogrodniki, Janówkę i Wólkę Kościeniewicką wbiegam w lasy Grabowszczyzny.  Co 4-5 km popijam kilka łyków zasysając rurką z plecaka. Tutaj już 15 km. Zastanawiam się nad żelem, ale nie jest raczej potrzebny. Trochę przyspieszam pod 5:00/ km. Przez las docieram do miejscowości Juszczak. Tutaj zaczyna się festiwal z psami. Wybiegają na powitanie co któryś dom. Szczekać to szczekają w każdym obejściu. Kilka razy były odważne pojedyncze co podbiegamy ale samotnie nie miały odwagi zaatakować. Pokrzyczałem i odpuściły.

Na 17 km błoto w lesie że hoho. Tylko porobione głębokie koleiny przez traktory. Wpadam w kałużę a potem babram się kilkaset metrów jeżdżąc jak na łyżwach. W końcu wybiegam z lasu. Gdy złapałem właściwy rytm leci do mnie kilka piesków. Z daleka dziawkają. Z każdą chwilą były coraz bliżej. W końcu szarpnąłem i dyla sprint. Cztery sztuk to za dużo na jednego.  Krzyczę, gwiżdżę nie pomaga. Do tego brnę w błocie. Jeden najbardziej zajadły dopadł moją lewą nogę. Wbił żeby aż poczułem je w dużym palcu. Odskoczyłem z nim a drugą go kopnąłem. Zawył i został. Poczułem ukłucie w palcu a na bucie ślady pozostały.  Cóż kolejnym razem pójdę do gospodarza z pretensjami.

Nic pobili i przestanie. Chyba nic groźnego. Obu nie był wściekły. Taka ucieczka spowodowała szybszy ten kilometr ale i kosztowała mnie sil. Gnałem może 300 m. Jednak na takim dystansie i przy takim treningu odczułem. Zwolniłem nieco. Uspokoiłem oddech i popiłem kilka łyków. Do końca została dycha. Jakoś wytrwam. Krwi nie widać na nodze, chodź cała ubłocona. Buty jak z bagna wyjęte. Wybicie z rytmu sporo mnie kosztowalo. Wprawdzie pod 5:00 podbiłem ale już nie to. W lesie znowu błoto i połamane gałęzie. Teraz 5:15. Wybiegam na ostatnią prostą 2 km. W miarę równo wyszły po 5:10/km

30 km zrobiłem w 2:36 co nie jest zbyt zadowalające. Planowałem poniżej 2:30. Jednak nie tym razem. 

Cieszę się tylko z tego że kolejna trzydziestka w tym roku zrobiona. Kalorii też trochę zbiłem.



czwartek, 3 marca 2022

Wieczorne i poranne rozbiegania

Po półmaratonie nie ma biedy jeżeli chodzi o zmęczenie. Nie katowałem się na siłę w tym biegu. Jeszcze rezerwy były. Nie to, że rewelacja bo dystans robi zawsze swoje i organizm odczuwa.

We wtorek wieczorem po lekkich ćwiczeniach zrobiłem 14 km rozbiegania.  Początkowo po drodze polnej a potem po asfalcie. Szło z każdym kilometrem coraz lepiej. Zacząłem od 5:09. Potem po parę sekund szybciej. Kilka razy było poniżej 5 minut na km. Starałem się nie przyśpieszać. Czułem się dobrze. Godzina jedenaście weszło fajnie.
Kolejne rozbieganie w czwartek z rana. Zerwałem się 4:44. Położyłem się celowo choć raz wcześniej. Regeneracja jest ważna. Z rana wypiłem szklankę wody z cytryną i jeden banan. Nie rozciągałem się zbytnio. Ruszyłem spokojnie mimo wczesnej pory. Jak na początek szło jako tako. Kwestia rozgrzania i złapania rytmu. Po 2 i 3 km było już lepiej. Na 4 km już poniżej 5 minut i tak trzymałem. Robiło się coraz widniej i dzień budzi się do życia. Kolejne kilometry nawet udało się, że przyspieszyłem. Jeden z km 4:46. To incydent. Nie ma co szarpać.  Ogólnie 10 km wyszło średnio poniżej 5/km 


niedziela, 27 lutego 2022

Półmaraton w Wiązownej

Wiosna zaczyna się w Wiązownej. Bez przygotowania na wariata przy lekkich treningach półmaraton tj. 21 km 97 metrów w  1 godzina 34 minuty 17 sekund bardzo spokojnie. Im bliżej końca tym szybciej szło. Zacząłem od 5:09/km a skończyłem 4:05 na finiszu. Lata biegania są jednak w głowie i nogach.

Do Wiązownej pojechałem rzutem na taśmę. Wszystko dzięki Prezes Klubu Biegacza Biała Biega Aleksandrze.

Przygotowań żadnych nie było. Z moim bieganiem 40 do 55 km w tygodniu to nie było z czym wojować. Wg kalkulacji półmaraton powinienem pobiec 1:40 może 1:38. Sam byłem też co ciekawy  jak by wyszło. 

Z rana wstałem po 6-tej szklanka wody z cytryną. Zjadłem dwie kromki chleba z masłem. Zabrałem izotonik i dwie bułki z masłem. Spakowałem ciuchy biegowe i w drogę. Po drodze do wesołego busa zbieraliśmy ludzi. Trasa upłynęła ma rozmowach o bieganiu i zawodach. Po 10tej byliśmy na miejscu. Pakiet szybko odebrałem. Jak to bywa spotkałem sporo znajomych. Były trzy stopnie, wiatrówke Zdecydowałem pobiec na krótko. Usmarowałem sudokremem stopy i palce. Założyłem opaski i buty na asfalt. Wyżej na słupki biegowe spodenki. Buty. Padło na New Balance lekkie i wygodne. Na górę koszulka, rękawki, rękawiczki i czapka. Do tego zegarek i saszetka na żele i telefon z aplikacją.

Zrobiłem rozgrzewkę 1,5 km biegu do 1 k i powrotem. Dalej wymachy, wypady i rozruch. Na start powędrowałem przez depozyt. Zostawiłem tam spodnie dresowe i wiatrówkę. Założyłem worek na śmieci celem zachowania ciepła. Przed startem zrzuciłem. 

Ustawiłem się koło zająca na 1:35. Pogadałem jeszcze z paroma znajomymi i w drogę. 3.2.1 START

Ponad 1500 osób ruszyło. Pierwszy kilometr luźno i bez szarpania 5;09. Bez szału. Nie goniłem za zającem który zgromadził gromadę ludzi. W odległości 30-50 metrów za nim biegłem. Z km na km nabierałem prędkości. 5 km koło 23 minut. Dalej po 7 żel wziąłem żel ale jakoś słabo zareagował. Nie było uderzenia. Kolejne km po około 4:30 szły. Na zbiegu nie szarpałem luźno w dół. Tu już pojawiali się zawodnicy z czołówki. Gnali ostro. Ja natomiast miałem frajdę z biegu. Trzymałem tempo 4:30 a zając szarpnął i odskoczył z grupą po nawrocie. Lekko wiało. Pierwszy żel wziąłem po 7 km. Nie zadziałał. Nic mnie nie strzelił Na połowie miałem 48 z kawałkiem to prognozowało w okolicy 1:37. 

Od 12 km wziąłem się do odrabiania strat aby gonić zająca. Powoli nabierałem prędkości. Po 15 km drugi żel który zadziałał już szybko. Teraz już poniżej 4:30/km. Zacząłem wyprzedzać . Na 18 byłem w gazie by na 19 przyspieszyć do 4:15. Ostatni km to już gaz 4;05. Zając nawiał a jak potem z nim gadałem 1:33 zrobił. 

Bieg jak bieg wypadł nieźle. Można było ruszyć na 1:30. Organizacja biegu i punkty żywieniowe jak to w Wiązowej super.

Nie umęczyłem się ani nie miałem kryzysu. Pobiegłem lepiej niż kalkulowałem. 



sobota, 26 lutego 2022

Rozbieganie




W tym tygodniu trochę lżej ze względu na start w niedzielnym półmaratonie w Wiązownej. 

W środę zrobiłem rozbieganie na dystansie 10 km. Zacząłem lekko i lekko skończyłem. Tak średnio 4:58/km pobiegłem na pełnej swobodzie. Po bieigu rozciąganie  musiało być. Bardziej chodziło aby ruszyć i nie zatracić aktywności. Teraz kilka dni przerwy przed połówką. Niestety to nie te czasy gdzie latało się w Wiązownej poniżej 1:30. Nawet dwa lata temu było 1;27 ale to były czasy formy. Brakuje mi prędkości i siły biegowej. Postaram się tak poniżej 1:40 może parę minut poniżej.  Pozostaje jeszcze kwestia dyspozycji dnia i wytrzymałości. Zresztą lepiej biega mi się na spokoju bez walki o wynik. 





wtorek, 22 lutego 2022

Kajakowanie i bieganie



W weekend biegałem tylko akcenty w piątek i trochę poćwiczyłem bo nie było treningu obwodowego. Za to w niedzielę zamiast biegania wybrałem kajakowanie... pod prąd. 

Ze znajomym wybrałem sobie rzeczkę Grabarkę, którą pierwotnie zakładaliśmy od źródła do ujścia cala pokonać ale nie znaleźli się chętni.  Więc sobie zaczęliśmy pod prąd. Wiało trochę i pod łatwo nie było. Mostki, mosteczki, przewalone drzewa, żeremie i kładki.  Do tego kilak razy trzeba było przenosić kajak. Momentami była walka pod konarami drzew. Tak pod prąd 5,5 km w ponad 3 godziny.  Z powrotem było już zdecydowanie lepiej i szybciej. Ręce popracowały trochę.

W poniedziałek zaś zrobiłem sobie taki mały negative split (zaczynam wolniej i przyspiesza, co km). Zacząłem bez rozciągania tylko kilka wypadów na kolana. Potem ruszyłem celowo aby po połowie dystansu mieć pod wiatr.  Pierwszy po drodze polnej km 5:09 bardzo lekko i spokojnie. Drugi te po polnej wyszedł już 4:59 i lepiej szło. Na trzecim delikatnie przyspieszyłem na 4:55/km. Fakt biegłem już po asfalcie. Szło to całkiem dobrze po 3-4 sekundy na każdym szybciej. Po 7 km wybiegłam już pod wiatr i teraz była walka. Trzeba było dobrze przebierać nogami aby przyspieszyć z każdym kilometrem. Udawało mi się tak co 5 sekund do tego stopnia,że ostatni  mocniej podkręciłem na 4:14 oj to poczułem w nogach konkretnie.  Łącznie 14 km wybiegałem w godzinę 7 minut co nie jest tak bardzo źle. Średnia wyniosła 4:49/km

sobota, 19 lutego 2022

Akcenty wieczorne

Piątek wieczór okazał się dobry na akcenty. Wybrałem się w ten wiatr na bieganie.

Obawiając się wiatru nie ubierałem się zbyt lekko. Trochę rozciągania,plecak, czołówka,kamizelka odblaskowa, buty na asfalt i do dzieła.

Pierwszy km rzecz jasna wolno 5:25 nogą za nogą. Na drugim dogrzewamy się i wychodzi 5:06. Trochę wieje w twarz i ciemności powodują zwiększoną czujność. Na trzecim jakiś wzór podbiegł z tyłu licząc na kęs mojej łydki ale zdążyłem w porę zareagować, ba usłyszałem go tuż przy nodze. Nie zdążył. Przyspieszyłem jakieś 30 sekund dla bezpieczeństwa i ot wyszedł pierwszy akcent. Potem po każdym kilometrze te 100 do 150 metrów na pół minuty. Z tempa 5:10, 5:15 przechodziłem a przebieżke poniżej 4 na km. Czyli jak biegam 31 sekund setkę przy tym tempie to tutaj przyspieszałem do 20 sekund. Tak 8 razy.

Wyszło lepiej i szybciej niż na ostatnim treningu. Średnia 4;49 na dychę pp co nie jest tak źle


czwartek, 17 lutego 2022

Bieg po błocie, w deszczu i pod wiatr

Nastały ciężkie czasy dla biegowej braci. Aura zamiast straszyć śniegiem i mrozem rozkaprysiła się i leje wodę z nieba. Cóż trening sam się nie zrobi.




W środowy wieczór przyszedł czas na rozbieganie. Wiało nieźle więc ubrałem się ciepło. Lekka rozgrzewka w postaci rozciągania i skłonów. Nawet nic nie piję i nie nawadniam się. Coś ostatnio słabo z tym u mnie. Plan był na 10 km po drogach polnych. Biorę czołówkę co by trochę rozjaśniła drogę. 

Pierwszy kilometr jeszcze zagajniki i las zasłania to biegnę spokojnie spoglądając bacznie na kałuże i zabłocone miejsca.  5:20/km  wyszedł pierwszy. Na drugim w lesie  trochę szybciej ale i plecy tak mnie pobolewały. Na 3 km błoto już było niezłe. Nogi rozjeżdżały mi się. Próbowałem co raz zmieniać stronę drogi ale na nic. Do tego wiatr z boku przeszkadzał. Momentami już miałem po kostki błota i brodziłem. Starałem się mocno stawać stopy ale ślizgałem się. Tyle dobrego, że buty na cross trochę te błoto odprowadzały to jakoś biegłem. Na 5 km miałem wiatr w twarz i to był najtrudniejszy odcinek. 5:27na kolejnym jeszcze trudniej 5:28 i wbiegam po błocie w las. Tutaj też jeszcze odcinek kilkuset metrów miękkiego podłoża.

W końcu jak wybiegłem z lasu przydusiłem bo dość miałem tej monotonni błotnej. 4:59 mimo wiatru 9 km zrobiłem. Ostatni to bardziej na schłodzenie i doczłapanie tej dychy. Ogólnie nie byłem zadowolony z tego treningu. Rozbieganie, rozbieganiem ale radości nie było.

wtorek, 15 lutego 2022

Poniedziałkowe tempo

W poniedziałek wybrałem się na bieganie tempa. Owszem bieganie było ale tempo to już marne.

Po regeneracji jaka rzekomo miała mnie wzmocnić nowy tydzień zacząłem od biegania na dystansie 14 km. Zaplanowałem sobie ambitniej pobiec w tempie sporo poniżej 5 minut/km

Słońce świeciło. Wiał lekki wiaterek ale ciepło tak bardzo nie było  i stąd założyłem na dół ubranie termiczne. Na górę powędrowała koszulka biegowa i wiatrówka. Plecak oczywiście rzecz jasna ale tym razem zabrałem picie. Rozpuściłem dwie multiwitaminy. Nie był to dobry jak się potem okazało pomysł. 

Ruszyłem ochoczo pierwszy kilometr po polnej drodze i wyszło 4:50 bardzo obiecująco. Jednak już na drugim dął mi się odczuć ból pleców.  Drugi wszak szybciej 4:38 ale już sięgnąłem po rurkę i kilka łyków picia. Nie smakowało mi. Mogłem brać samą wodę. Zdecydowanie za szybko zacząłem. Następne kilometry 4:44 i  już 4:57 więc było trudniej. Potem po asfalcie starałem się trzymać pod 4:50. łatwo nie było. Zaczęło wiać i mimo słońca to biegło się ciężko. Co jakiś czas popijałem tę multiwitaminę. 

Nie mogłem się wbić na te 4:40 ani razu już. Jeszcze na 12 km 4:45 ale dalej już nie szło. Próbowałem jeszcze dobrze wykręcić na ostatnim km ale tez 4:45 i na więcej tego dnia nie było mnie stać. Trudno 14 km w 1 godzina 7 minut 59 sekund. Nie mam zdecydowanie poprawy. Wcześniej jakoś 4:45 wieczorem te 14 km poszło gładko. Cóż trudno to nie był mój dzień. Na koniec trochę rozciągania jeszcze się przydało. Mogłem lepiej zrobić rozbieganie niż próbować katować tempo. Gdzie te czasy kiedy to zimą  biegałem takie dystanse spokojnie po 4:20. To już było.

poniedziałek, 14 lutego 2022

Marszobieg


W piątek uczestniczyłem w ćwiczeniach obwodowych. Nie ćwiczyłem tak mocno jak ostatnio ale i tak dały mi w kość. Po półtorej godzinie różnorodnych stacji niektóre mięśnie poczuły konkretnie. Po nich w sobotę zrobiłem sprzątanie trasy ostatniego organizowanego przeze mnie biegu w ramach marszobiegu.

Niestety brak regularnych ćwiczeń robi swoje. Powoduje to słabe przygotowanie fizyczne do biegania. Trasę 5 km pokonałem z plecakiem workiem w jednym ręku i wkrętarką w drugim. Trochę maszerowałem, trochę truchtałem i ściągałem oznaczenia kierunków oraz sprzątałem teren. Nie powiem bo w kurtce i spodniach dresowych takich grubszych umęczyłem się konkretnie.

To takie urozmaicenie aktywności. Lepiej tyle niż nic nie robić. Zajęło mi to ponad godzinę czasu. Czasami można taką aktywność sobie zaaplikować.  Jednak od poniedziałku biorę się o konkretnych treningów i szybszego nie co bieganie. Mam nadzieję, że dam radę.

czwartek, 10 lutego 2022

Poranne akcenty

Poranne bieganie wchodzi w krew. Budzik dzwoni 4:44 choć spać położyłem się tylko przez zerową. Wczoraj był dzień pizzy a więc nie obyło się bez konsumpcji. Sporo pojadłem i popiłem złocistym gazowanym napojem. Oj ciężko było z rana bardzo ciężko.

Robię kilka skłonów, wymachów i  wykroków. Szklanka multiwitaminy rozpuszczonej to jedyne nawodnienie. Nie jem nic. Ubieram się w ciuchy termiczne a jak się potem okazała za grubo. 

Zakładam cały zestaw od czołówki, poprzez plecak po buty. 5 rano tylko gdzie nie gdzie pieski szczekają.  Jest cisza, spokój. Zaczynam bardzo ślamazarnie i leniwie. Noga za nogą pokonuje pierwszy kilometr. Dalej będzie żwawiej bo zaplanowałem akcenty po 2 km. Każdy kilometr dalej biegnę w tempie pod 5:15 ale ostatnie jakiś 150-160 metrów czyli 30 sekund zdecydowanie przyspieszam na 70% w granicach 4:00/km takie odcinki. Zaczynam rzecz jasna wolniej i wraz z kolejnymi kilometrami robię je szybciej.

Jest ciepło. W trakcie treningu zdejmuję rękawiczki i rozsuwam wiatrówkę. Mimo,że trochę wieje wiatr to biegnie się coraz lepiej. Po 7 km już jest świetnie. Każde 30 sekund po kilometrze jest teraz szybsze nawet pod 80 % możliwości poniżej 4 minut na km. Wytrzymać tak kilka kilometrów byłoby bardzo ciężko. Jednak taki trening z akcentami stosuję zazwyczaj raz w tygodniu. Póki co treningi utrzymuje regularnie choć kilometraż nie jest zbyt obfity.

Te 10 km i 100 metrów przebiegłem w 51 minut i 9 sekund. Po bieganiu jeszcze rozciąganie i można zaczynać dzień.