poniedziałek, 12 maja 2014

Trudny II Maraton Lubelski
 11.05.2014r.


Jedni biegli sami dla siebie inni biegli aby pomóc innym. Bieganie to ich pasja, sposób na życie to wyrażanie miłości do sportu oraz zmaganie się z samym sobą. Na trasie biegu byli i młodzi i starsi, kobiety i mężczyźni, szybsi i wolniejsi ale każdy z nich jest zwycięzca dla samego siebie, przez to że podjął walkę z czasem, z przeciwnościami z samym sobą (http://www.lublin112.pl/2-maraton-lubelski-fotorelacja)



                         foto Piotr Przekora

   Wiedziałem, że ten maraton będzie najtrudniejszy z biegów na jakich startuję. Taktyka bardzo optymistyczna 3:45 to byłby cud i tak atakowałem. Jednak coś mi mówiło, że złamanie 4 godzin będzie wyczynem. Jak trafię z formą? czy w ogóle tafię bo chyba będzie trudno.

Na bieg ruszyłem nie jak planowałem w sobotę a w niedzielę. Minęło mnie pasta party i cała atmosfera. Zrobiłem je sobie w domu zjadając 2 paczki makaronu tzn. na śniadanie spaghetti, na drugie śniadanie makaron, na obiad spaghetti a na kolacje makaron z serem i ketchupem. Umówiłem się z Darkiem Mackiewiczem z Kodnia, że ja i moja ekipa dopingująca zabierze się z nim.

Pobudka 4:30 i oczywiście nogi bolą. Bułka z dżemem na śniadanie. Zabieram wszystkie rzeczy. Jadą ze mną tata, brat i kolega Piotrek zwany Atomem, który przyjechał aż z Gdyni aby zobaczyć mnie na maratonie i Lublin. Darek niczym Kubica jechał do Lublina umilając czas rozmowami o bieganiu rzecz jasna.

Pakiet odebraliśmy szybko zanim jeszcze miasteczko maratońskie dobrze się rozstawiło. Spotkaliśmy znajomych z klubu. Wymiana zdań i analiza pogody, która okazywała się łaskawa. Wprawdzie zachmurzyło się ale nie padało.  
  foto Piotr Przekora
 
Podczas rozgrzewki przechodziła obok Nas Pani Dorota Gruca. Zagadałem do niej i udało się zrobić pamiątkowe zdjęcie. Bardzo sympatyczna zawodniczka.

                                        foto Piotr Przekora

Potem szybkie poszukiwanie depozytu, rozciąganie i poszukiwania brata który zginął z moimi słuchawkami. Niestety będzie bez muzyki, co mnie zdenerwowało lekko. W tym przedstartowym ganianiu spotkałem kolejnych znajomych. Zanim dotarliśmy na start wpadłem na Yareda Shegumo i nie omieszkałem tego uwiecznić wraz z Jurkiem szefem Zająców na obecny maraton. Jeszcze wpadłem na Morsa Piotrka debiutanta.

                            
         foto Piotr Przekora

Z transparentem STUDZIANKA udaliśmy się na start. Już odliczano i ruszamy. Tata z Atomem cisną z banerem nade mną i mijam linię startu. Ponad 600 osób ruszyło na trasę II maratonu. Pierwszy kilometr powoli wśród tłumu 5:46 bardzo spokojnie. Potem  5:34 i ponownie mijamy strefę startu
                           foto Piotr Przekora
  
Dalej trzymam się za grupką na 3:45 i rozmawiam z Generałem (Krzysiu Bielak www.biegowaprzygoda.eu). Po 3 km widzę ze za szybo w porównaniu do czasu rozpisanego na opasce. Zwalniam do 5:20. Biegacze jeszcze w kupie. Przy pierwszym punkcie odżywczym było ciasno i postanowiłem albo zostać w tyle za grupą albo podciągnąć do przodu aby na punktach nie przepychać się. Biegłem trochę przed grupę aby pobrać wodę. Potem ponownie z grupą. Podbiegi były już po 3 km i potem kolejne. Jeszcze ich nie odczuwałem. Grupa była rozmowna i wesoła co powodowało luźną atmosferę.

       Jeden z zawodników upomniał mnie abym nie biegł blisko pachołków. Parę sekund później jedna z biegaczek wpadła na barierkę. Na 12 km mocniejszy podbieg i punkt odżywiania. Grupa jakby zwolniła, a ja do przodu. Na 13km doganiam Piotrka Skrzypczaka i trochę rozmawiamy. Dalej jakoś pobiegłem sam. Tak spokojnie zabiegło mi się do 19 km. Podbieg i co mnie zaskoczyło na nim była jedna słownie jedna wolontariuszka, która dopingowała biegaczy. Krzyczała bardzo głośno i wspierała biegaczy brawo. Następnie minąłem kilku zawodników i zbliżałem się samotnie do 21 km. Na każdym z punktów odżywiania wypijałem 2-3 łyki izotoniku i wody oraz kawałek banana Na półmetku 1:50 co mnie cieszyło. Dalej spokojnie 5:15 nawet darłem i nic się nie działo. Miałem prawie 2 godziny biegu i czułem się dobrze, gdzie mijałem już sporą ilość biegaczy, która maszerowała. To zapewne efekt szybkiego startu. Na 22 km spotkałem Anię Dąbrowską przybiliśmy 2 piątki i rura dalej. Nie daleko było muzeum na Majdanku i spory nawet dłuższy podbieg. Ten maraton nie męczył mnie jeszcze ale wiedziałem, że od 30 km zaczyna się zawsze maraton. Kolejne kilometry bez większego zwrócenia uwagi 23-28km to pełen luz i swoboda w biegu 5:15
                     

 
                                      foto Artur Rorat
                         foto Piotr Przekora
     To co się stało na 28 km miało swoje konsekwencje dla całego maratonu. Doszła mnie grupa z której jeden z zawodników dał mi cukier - kostki cukru, Zjadłem jedną i zaczęło się. Pierwszy kryzys. Tak słodko w ustach, że na kolejnym punkcie dużo piłem. Straciłem tempo. Wtedy zaczęła się Jana Pawła. O ile mijałem zawodników to było dobrze. Oczywiście zwolniłem ale chciało mi się pić. Piłem już łapczywie. Ponownie na kolejnym maratonie odwodniłem się. Nawadniałem się i chyba ponownie za mało. Podbieg zrobiłem prawie cały w biegu. Przy końcu na punkcie minął nie Darek Mackiewicz i wtedy pobrawszy wodę piłem maszerując jakaś minutę. Na zmianę mijaliśmy się z Piotrkiem Skrzypczakiem. Ponownie słodko w ustach i to mi przeszkadzało. Biegłem już nie tak żwawo jak do 28km i po tym krótkim marszu jakoś straciłem werwę.

      Muszę koniecznie podkreślić, że wolontariusze na trasie byli wspaniali. Pełni radości i uśmiechu ciągle powtarzali „już nie daleko, walczcie”. Wykonywali wspaniałą, bezinteresowną robotę. Pani Kasiu Pruszczak proszę ich wynagrodzić. Zrobić im imprezę, ozłocić, pochwalić i przekazać, że są oni tworzą jedyny wspaniały maraton. Brawo, brawo wyrazy wdzięczności. 

Na trasie była gdzieś piosenka z auta ze słowami „Kim jesteś?Jestem zwycięzcą”. Dodatkowo na 34 km chyba czy 35 stała Pani z Panem gdzie ich pies wył i też kibicował. Miałem na tyle sił aby go zaczepić i powyć z nim też mi odwył jak hejnał o godzinie 12 w pierwszym programie polskiego radia. Dobiegam do 36km i nie czuję takiego zmęczenia oraz odjazdu jak w poprzednich maratonach. Dalej mi słodko i pić chcę. Kolejny punkt i wypijam za dużo, bo na zmianę izo i woda. Na 38 km czuję, że biegnę ale wolno. Nie napinam się. Jestem zmęczony ale jakoś daję radę. Przy punkcie odżywczym przechodzę po raz drugi do marszu aby spokojnie wypić wodę. Dalej biegnę ale do tempa nie daję rady wrócić tylko 5:40 to oznaka już wycieńczenia. Jednych mijam inni mnie mijają. Zaczyna mnie mdlić. Coś z żywieniem nie tak na trasie zrobiłem. Ni jak nie mogę przyspieszyć. Boli mnie lewe kolano strasznie. To nie skurcz tylko ból. Na 40 km Pan częstuje mnie krówką którą chowam do kieszeni i przyspieszam. To tylko 2km do końca. Już wiem ze 3:45 nie zrobię ba wiedziałem to na 35km. Do 35km jeszcze była szansa. Teraz przyspieszam jakbym odzyskał siły. Widzę wszystko i wszystkich, nie odpływam tylko biegnę. Popędzam innych i dopinguję. Mijam KUL i są Racławickie a na końcu meta. Dopinguję kolejnego zawodnika. który maszeruje a rok temu za nim nie wytrzymałem i on teraz rusza mocno. Słuchać metę i doping jest blisko i finisz a co jakieś 300 metrów mocniej biegnę
                          foto Artur Rorat
  
To już zupełnie inny maraton z większą kontrolą. Mijam jeszcze Andrzeja Majewskiego i wpadam na metę 3:57:16 co daje mi 202 miejsce. Pochylam się do medalu i padam. Trochę leżę, pochodzą wolontariusze i ratownik, odbieram medal.
    

                      foto Piotr Przekora

Mówię, że tam upadłem ale nic mi nie jest. Słyszę głos Atoma i Taty. Podbiega brat Mirek i gratuluje mi. Całuję medal to dla Asi, której dedykuję ten maraton. 
 Do koszulki dołączam ładny i ciężki medal.Wygrał Rafał Czarnecki z Bliżyna z czasem 2:40:58.
                                            foto Piotr Przekora


Opis maratonu nie jest tak finezyjny jak ostatnie bo nie przeżywałem tak trudnych chwil. Zabrakło wybiegania, dobrej diety i biegania podbiegów. Brak górek na treningach zrobił swoje. Pobiegłem w pełni świadomości i nie odcięło mnie tak mocno jak poprzednio. Wyniki:http://w.sts-timing.pl/pliki/lublinmaraton2014.pdf Pobiłem o 10 minut czas z debiutu i to będzie wyznacznik na Lublin. To jest inny maraton niż w Warszawie czy Kodniu jakie pobiegłem. To osobna liga maratonów. Ja nie jestem przygotowany na górskie maratony, chyba że zaczną przyjeżdżać trenować do Lublina. Lubię to miasto bo tutaj biegłem już 11 razy-dwa maratony, 6 dych i 3 piątki.

Zmęczenie daje znać o sobie ale nie jest to zbyt duże wyczerpanie poza odwodnienie. Może ktoś zna sposób na nawodnienie i przeciwdziałanie odwodnieniu co zdarzyło mi się 4 razy na 4 maratony.

Jestem w miarę uradowany i teraz czas na półmaratony i tutaj kolejne wyzwanie 3 połówki w 4 tygodnie w czerwcu poprzedzone jeszcze Hajnówką, która będzie jedynie treningiem.

Czy może ktoś polecić sposób na bolące plecy i kręgosłup podczas maratonu jak i po nim? Boli strasznie.

środa, 7 maja 2014



Truchtanie i maratonu wyczekiwanie
07.05.2014r.
Gdy tracisz wiarę w ludzi idź obejrzeć maraton


          Ostatni ale to już ostatni trening to lekki rozruch. Spokojna rozgrzewka, rozciąganie i absolutnie w pełni kontrolowany trucht po drodze gruntowej i trochę po asfalcie 8km.

        Teraz już tylko nawodnienie, regeneracja i ładowanie akumulatorów. Trasę maratonu dzięki Małgosi i Wojtkowi Banasik oglądam do znudzenia. Polecam kto nie zna dobrze Lublina:https://www.youtube.com/watch?v=iJHe-GzDAac to doskonała inicjatywa i oswojenie się niejako z trasą. Oswajam się z nią i  za każdym razem mam większy respekt. 
Plan jakiś tam w głowie mam tylko na ile starczy silę. To Lublin nie Warszawa czy Kodeń. Jestem poczytującym maratończykiem. Jeszcze nie potrafię trzymać tempa równego przez cały dystans ani umiejętnie odżywiać się na całej długości królewskiego dystansu. Nie wiem jak orgaznim zareaguje na kolejny maraton w 6 tygodni p poprzednim. Poza tymi brakami mam upór, wolę walki i ambicję. Na ile tego wystarczy przekonam się w niedzielę w Lublinie. 11 miesięcy temu debiutowałem w maratonie. Teraz 11 maja jest  II Maraton Lubelski. Chociaż ja to nazywam biegiem katorżniczym a i momentami nie miało to nic wspólnego z bieganem a wylądowało to tak: http://biegamwstudziance.blogspot.com/2013/06/moj-pierwszy-maraton-lublin-08062013.html

           W tym roku pałam chęcią zemsty za debiutancki maraton z 2013 roku. Okaże się. Będę usatysfakcjonowany jak poprawię ubiegłoroczny rezultat. Nawet choćby o minutę to będzie radość, ale powalczę o więcej. Potem był warszawski już lepszy i kodeński maraton. Biegać biegałem i trenowałem. Od stycznia opuściłem jeden trening ale ważny -wybieganie i jeden przesunąłem w czasie. Zrobiłem to co planowałem, treningowo. Byłem wczoraj u lekarza, zbadał mnie i przeciwwskazań do nie stwierdził. Powiedział, że biegać nie broni. Zrobił jeszcze EKG i miał drobną wątpliwość która rzekomo nie rzutuje na zdrowie. Sugerował zrobić testy wydolnościowe w przychodni medycyny sportowej i takowe po maratonie będę chciał zrobić jak odpocznę.

 Jak będzie? Jedno wiem,że w Lublinie atmosfera sięgnie euforii, bo tam robią fajnie biegi i dlatego najczęściej biegam w Lublinie.  W tym mieście miałem debiut w maratonie, w tam pobiłem od lat oczekiwaną życiówkę na 10 km. Organizatorzy i wolontariusze zadbają, ba dbają o to aby  to było wielkie święto sportu. Tan Bielski, Kurczewski, Pani Pruszczak i reszta zrobią niesamowity spektakl biegowy.  Zatem do walki narazie tej psychologicznej a potem po ulicach Lublina.

wtorek, 6 maja 2014

Ostatni szybki trening przed maratonem 
05.05.2014r.


 Bieganie daje mnóstwo energii



           Jeden z ostatnich już treningów przed maratonem 6 dni do startu więc szybki trening potem już tylko regeneracja i lekki trucht oraz rozciągania. Trzeba utrzymać organizm w rozruchu ale bez zbytniego już jego obciążania.
Rozgrzewam się w dresach trochę wieje. Po rozciąganiu zrzucam dres i ruszam polną drogą. Wieje mocno i zimno więc przyspieszam pierwszy kilometr dość szybko tak jak i drugi póki się nie ociepliłem. Potem już zwalniam na właściwe tempo i je kontroluję. 

Nie brałem płynu może nie padnę.  Wiosna ozieleniła wszystkie pola łąki i lasy. Zapachy  kwitnących kwiatów czuć niemalże wszędzie.Pierwsze 5 km wg normy i standardu. Dalej po piachu i wśród pól mijam kolejne kilometry bez zbytniego wysiłku. Słonce już się zniża ku zachodowi a ja jestem na półmetku czyli po 7km. Dociera do mnie, ze teraz parę łyków wody byłoby wskazane. Cóż nie ma.

Do 10 km dobiegam i skręcam na asfalt. Tutaj ostanie 4km gdzie każdy z nich prawie równo lecę. Na koniec trochę schłodzenia i rozciąganie. Wyszło 14,2km w 1:07:09. Wyszło całkiem dobrze, choć to za szybkie tempo na maraton.

sobota, 3 maja 2014

Rozbieganie
02.05.2014r.

Bieganie jest jednym z najlepszych ćwiczeń aerobowych, pomagających utrzymać w dobrej kondycji serce i płuca. Dzięki bieganiu spada również ryzyko zawału serca (www.treningbiegacza.pl)

Trening bardzo lekki w godzinkę 10,2km truchtu bez forsowania na granicy szybszego marszu. Do maratonu pozostało tylko 8 dni i dwa treningi a potem ładowanie akumulatorów i walka na trasie królewskiego dystansu.

piątek, 2 maja 2014

Podsumowanie kwiecień 2014
 
Bieganie modeluje sylwetkę



Liczba założonych treningów : 12

Liczna wykonanych treningów i biegów: 11

Liczba startów w zawodach: 3

Liczba treningów w tygodniu: 3-4

Życiówki: 1, Czwarta Dycha do Maratonu 41:04

Ogólna liczba kilometrów w kwietniu 2014: 211,257km

Liczba km w 2014 roku: 660,347

Średnia na miesiąc: 165,08


Liczba kilometrów w % do założonych :  32,78% / 100%

Średnia liczba km na treningach w kwietniu 2014: 14,06km


Średnia na kilometr marzec 2014: 5:02

Średnia na kilometr w 2014: 5:15

Średnia prędkość: 11.89km/h

Liczba godzin przebieganych  na treningu w kwietniu: 17:46


Kwiecień zdecydowanie lepszy od poprzednich miesięcy ponownie ponad 200km/m-c. W marcu nie dodałem jednego  treningu też było powyżej 200km. W kwietniu zabrakło jednego wybiegania ale jestem już w porządnym rytmie treningowym. W samym kwietniu zrobiłem 10% założonych kilometrów na 2014 rok.

czwartek, 1 maja 2014

Wielka wycieczka biegowa czyli generalka przed II Maratonem Lubelskim
30.04.2014r.

Bieganie jest wyzwaniem, które motywuje i daje wiele satysfakcji




        Przed wybieganiem jak zawsze większe nawodnienie i makaron dzień przed i z rana. W ciągu dnia parzyło a gdy przyszła pora treningu było 24 stopnie. Tak będzie wg prognozy na maratonie z tym ze bieg jest z rana, jestem zły na siebie ze nie wyszło mi wcześniejsze wybieganie w porze maraton. Teraz też nie dało rady. Do poprzednich startów biegałem próbę generalna właśnie w porze startu. Cóż rozgrzewka trochę spokojniejsza niż zawsze. Pas, bidon, zegarek, koszulka startowa a i buty startowe i w drogę. 

         Początek to wejście na właściwe obroty a mianowicie takie przygotowanie psychiczne do dystansu. Poprzez pola, polne drogi i lasy wiedzie dzisiejsza trasa. Następnie będzie asfalt, dużo asfaltu. Do 8 km wg założeń po polnych piaszczystych drogach. Od 5km zaczynam popijać izotonik bo już mi się chce pić a to nie dobry znak. Najpóźniej 10 dni przed maratonem robię próbę a i bywało 2 tygodnie przed jak biegałem po 38 km przed warszawskim. Wtedy wyszło na dobre. Jak będzie teraz? Czy podołam lubelskiej trasie???to się okaże. Po asfalcie jakoś lekko przyspieszam. Przebiegam przez wieś Koszoły gdzie jak tam jestem i pomykam ludzie dziwnie się spoglądają a pod sklepem to komentarze w stylu to ten ze Studzianki co nie ma co robić i biega. Robić to mam co i to bardzo dużo roboty jednak i czas na bieganie tez mam bardziej niż na stanie pod sklepem odkrzykuje. .Dalej w kierunku Huszczy się kierują prze z las pełen zapachu wiosny, śpiewu ptaków i kwitnącej roślinność. W Huszczy mam 15 km i teraz będzie po samym asfalcie przez las około 7 km. Niestety jedzenie w dzień dało znać o sobie i musiałem na pauzę 2 minutowa wskoczyć do boru leśnego. Wpływ na to miał też uścisk brzucha przez pas od bidonu. Trzyma się stabilnie ale ciąży. Gdy lekko zapnę to cały lata i przesuwa się. Tak źle i tak nie dobrze. Po zrzuceniu balastu i uzupełnieniu płynów ruszam dalej, w kierunku Szmanowa. Tutaj ruch większy i sporo aut przejeżdża a nawet trąbi. Im bliżej Lubenki i Łomaz to znajomi mnie mijają pozdrawiają i machają W Łomazach osiągam 24 cały czas w zakładanym tempie. 

      Co jakieś 3 km uzupełniam płyn. Niestety izotonik jest dobry do czasu gdy się nie kleją usta. Po 25 km już mi przeszkadza lepsza byłaby woda lub cos innego. Bardzo sodko w ustach i klejąco. Wybiegam z Łomaz i kieruję się do Studzianki. Po drodze sporo kierowców macha i trąbi pozdrawiając. Bardzo fajne uczucie ze ludzie tak reagują. Najgorsze jest jak ktoś zatrzymuje się i pyta czy podwieźć. Wtedy  mnie to złości. Jakbym chciał aby ktoś mnie podwoził łapałbym stopa a tak po to biegnę aby biec nie jechać. To bardzo pomaga na trasie tak jak kibicie na zawodach.

        Niestety popijanie 2-3 łuków izotonika bo nic innego nie mam powoduje ze zamulam się jakoś. Jeszcze przez Studzianke biegnę równo ale na 29 km czuję w nogach zmęczenie. To oznaka tzw. ściany maratońskiej ale nie walczę tylko zwalniam krok i kolejne 3 km do końca już w spokoju totalnym dobiega, Jeszcze przed końcem pomyślałem aby dorzucić 2-3 km ale nie plan był taki aby pobiec 32 km lub pełne trzy godziny jak nie dam rady. Otóż po 32 km stwierdzam że brak nadal mam wybiegania w tempie maratońskim.  Zresztą zawsze jest tak że brakuje choćby jednego treningu jeszcze. Izotonik z kolei jak pisałem wyżej mi przeszkadza w miarę zmęczenia. Zatem po 30 km juz tylko woda i walka z samym sobą. Będzie ciężko bo Lublin, to Lublin gdzie prawie rok temu dostałem srogą lekcję pokoty. Do tego te podbiegi których u siebie zbytnio nie mam takiej długości nie biegałem ich dużo. 

        Cóż jeszcze 2 lekkie treningi i jeden z przebieżkami oraz tempami i będzie regeneracja do najważniejszego startu w tym półroczu a może nawet roku.
Na koniec jeszcze chwila oddechu i rozciągam się chociaż jest to trudne bo mięśnie nóg bolą.