czwartek, 28 lutego 2019

Trzecia Nocna Dycha do Maratonu w Lublinie
Po raz kolejny nie odpuściłem nocnego biegu w Lublinie.
Wybraliśmy się na zawody wesołym autobusem. Dojechaliśmy na sporo przed startem. Był czas na rozmowy i spotkania. Następnie spokojna rozgrzewka i w drogę. Przed startem zrobiłem test pięćdziesiątka z colą na rozgrzanie.  Czytałem, że pomaga. Faktycznie coś w tym jest. Start był szybki. Byłem w grupie między zającami na 40 i 45 minut chciałem tak po środku 42:30 zrobić. Nie zamierzałem szarpać, choć rok temu szalałem pod 40 minut.
Teraz ruszyłem z kolegą Robertem który jednak szarpnął ostro i pierwsze dwa kilometry dla mnie były za szybkie, nie ten czas na bieganie poniżej 4:10 na km.
Od 3 km wskoczyłem na własny rytm i tak leciałem 4:15 średnio. Kilometr za kilometrem biegło się dobrze po nocy. 
Po połowie dystansu nie zmieniałem tempa tylko starałem się je utrzymać
Na podbiegach zwalniałem aby się nie zatrzeć. Na ostatnim kilometrze jednak przygazowałem do 4:05. 
Wykręciłem 42 minuty 28 sekund. Bieg poszedł raczej treningowo. Specjalnie się nie wysilałem bo nie ten czas na ściganie się. Forma na początku lutego daleko w lecie, ale z czasem powinno być tylko lepiej.

wtorek, 19 lutego 2019

Podsumowanie stycznia

Pierwszy miesiąc nowego roku nie był zbyt intensywny jeżeli chodzi o moją aktywność biegową. Na tyle ile pozwoliły mi warunki to biegałem.  Dobrze to nie jest ale pocieszam się tym,że mimo nieregularności to nie odpuściłem biegania. raz lepiej raz gorzej  ale biegam i ćwiczę.

Liczba założonych treningów: 20
Liczna wykonanych treningów: 13
Liczba treningów tygodniowo: 2-3
Liczba startów w zawodach: 1
Życiówki: brak
Ogólna liczba kilometrów biegu w styczniu 2019:  125,2 km
Łącznie bieganie w 2019: 125,2 km  
 

Średnia liczba km na treningu: 6,2 km
Średnia na kilometr: 5:01
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 10:30
Średnia prędkość 11,93 km/h


Luty będzie bardziej intensywniejszy.

środa, 6 lutego 2019

Z biegiem w Nowy Rok 2019
Nowy rok zacząłem od startu na 5 km. Taki sprawdzian po sylwestrowej nocy. Mówi się ze zbudowanej raz formy szybko nie można zatracić. Postanowiłem pobiec na sprawdzenie się. Nie na 100 % ale z zaangażowaniem. Na starcie mimo wiatru i deszczu ponad 100 zawodników. Wszyscy w pierwszy dzień Nowego Roku nakręceni na aktywność fizyczną. Przed startem jeszcze wywiad do telewizji. Zrobiłem dobra rozgrzewkę i w drogę.  

Start był dosyć opanowany i nie rwałem się zbytnio do przodu. Starałem się wybadać za kim mogę lecieć. Oczywiście jak na tej trasie wiatr w plecy a z powrotem będzie dmuchać w twarz.

Pierwszy kilometr szybko wyszedł wręcz za szybko 3:58 to nie te tempo.Kolejny już trochę wolniej a nieznacznie 4:04. Po nawrocie było już ciężko walka z wiatrem i samym sobą. Tempo spadło do 4:10 i takie trzymałem do końca. Ostatecznie finiszowałem z czasem 20:28 na 9 miejscu co nie jest takim złym rezultatem jak na czas treningów w szeroko rozumiana kratkę i obijanie się. Chociaż do 8 i 7 straciłem nie tak dużo. Jest nad czym pracować w tym roku. Zawody wygrał Łukasz Świesiulski z Garwolina z czasem 16 :13. Wyniki tutaj
Jakie plany?Hm... na pewno powalczę w którymś z maratonów jeżeli zdołam się przygotować a reszta co los przyniesie.

wtorek, 8 stycznia 2019

Starty i podsumowanie 2018
To był nawet niezły rok. Poprawiłem się w maratonie kilkadziesiąt sekund ale za to w półmaratonie już ponad 2 minuty.

W końcówce trochę złapałem urazu w postaci bólu pasmo biodrowo-piszczelowego. Był to efekt zaniedbania rozgrzewki i rozciągania. Cóż  rutyna gubi. Jakoś po 2 tygodniach wykurowałem się dzięki wskazówkom zawodników z Klubu Biegacza Biała Biega. Pomogła mi......wyrzucona w kąt piłeczka do rolowania, którą dostałem kiedyś od Asi. Wróciła do łask i pomogło rolowanie. Kilak dni po trochę i jest lepiej.
Wracając do startów to zrobiłem I Dychę do Maratonu w Lublinie wokół zalewu bardzo spokojnie lekko poniżej 45 minut.

Potem zającowałem w II Lotto Półmaratonie Lubelskiem prowadząc na 1:50 zrobiłem 1:49:58. Było rzecz jasna różowo i wesoło.


Ponadto jeszcze pobiegłem w II Nocnym Biegu po Lotnisku na 5 km. Nie było tak źle 20 minut 33 sekundy całkiem nieźle na koniec sezonu.
W 2018 roku pokonałem 2339 km.  Przebiegłem 3 maratony, dwa półmaraton parę dych, piętnastkę i kilka piątek na zawodach.
Co przyniesie Nowy 2019? Hm...zamierzam dalej biegać i co wyjdzie to się okaże. Ze względów rodzinnych i zawodowych nie snuję zbyt dalekich planów. Wiosna to tradycyjnie jakiś półmaraton i maraton zrobię. Potem to się okaże.

wtorek, 13 listopada 2018

Biegam, biegam, dwa starty w zawodach i podsumowanie września


Miałem problemy z dostępem do konta. O bieganiu nie zapominam. W końcu września wystartowałem na zawodach na 5 km w Piszczacu. Organizowałem je po raz czwarty ale w poprzednich 3 edycjach nie dane było mi pobiec. Teraz udało mi się wystartować i tyle można było był o tym biegu napisać. Biegło mi mało komfortowo a raczej bardzo ciężko po sporej przerwie. Jakoś w 21:55 pokonałem te 5 km. 

Nadal biegałem nieregularnie. Po tym starcie pobiegłem raz 7 km w środę a potem w sobotę 6 km na biegu w Holi pamięci Krzysia Jurkitewicza. Tu było ciut lepiej. Czas 26:04.

We wrześniu biegałem tylko 11 razy i to krótkie dystanse piątki i siódemki a i jedną dychę. Był  kajak 16 km, trzy raz rower 39 km i dwa razy piłka.


Liczba założonych treningów: 20
Liczna wykonanych treningów: 11
Liczba treningów tygodniowo: 1-2-3
Liczba startów w zawodach: 2
Życiówki: brak
Ogólna liczba kilometrów biegu we wrześniu 2018:  69 km
Łącznie bieganie w 2018: 1662 km  
 

Średnia liczba km na treningu: 6,2 km
Średnia na kilometr: 4:54
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 5:38
Średnia prędkość 12,22 km/h


Teraz będzie już tylko lepiej-:)

poniedziałek, 10 września 2018

Nadal ciężko, czyli jako taki sierpień


Lato ucieka a ja nadal nie trenuję regularnie. Staram się choć trochę biegać i jeździć rowerem oraz pływać kajakiem ale nie jest łatwo. Masy jeszcze przybyło i już 13 kg więcej.  Przez to kręgosłup coraz bardziej  i daje znać o sobie. Miniony miesiąc bardzo w kratkę. Nadal trwa sielanka. 

Jedyny pozytyw to, że zebrałem się na zawody w Kodniu i zrobiłem wybieganie ponad 30 km notabene do Kodnia.  Jakoś te 100 km przebiegłem w sierpniu +52 km kajakiem i 67 km rowerem. Szału nie ma.
Trudno doszukiwać się poprawy w bieganiu jak słodyczami się zajadam i innymi łakociami. Zepnę się w końcu we wrześniu-tak myślę-:)

niedziela, 26 sierpnia 2018

Po raz kolejny na piętnastce w Kodniu, czyli Bieg Sapiehów
Po raz ostatni startowałem maja w maratonie. Blisko 3 miesiące nie brałem udziało w zawodach. Kodeń to rzecz jasna jest dla mnie miejsce szczególne. Pobiegłem na 15km na luzie pierwszą część po 4:45 w upale. Drugą przyspieszyłam zdecydowanie a że lał deszcz to mi pomogło. Chciałem lekko poniżej 1:10 i tak wyszło 1:09:17.
 Dało mi 28 m-ce na 103 którzy ukończyli. Wygrał Andrzej Starzyński z czasem 50:44 a oto  wyniki

 Dalej mam roztrenowanie. Czasami pobiegam pojeżdżę rowerem lub popływam kajakiem.


poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Aktywność w lipcu....ruszyłem się
Oj jest ciężko. Dieta padła a odżywianie się tez leży. Przez mundial rozpasałem się w żywieniu. Ponadto inne czynniki sprawiły, że odpuściłem drugi miesiąc z treningami. Sporadycznie wyszedłem pobiegać i za każdym razem lewe kolano się odzywało.
Niestety kilogramów przybyło i teraz będzie motywacja.
Miesiąc lipiec spisany na straty w treningach, Trochę rowerem 3 razy, kajakiem 2 razy i tylko 4 razy biegałem aż 27 km hehe.Nazbierało się całej aktywności ledwo 130 km
Od sierpnia zabieram się za poprawę tego stanu.

wtorek, 26 czerwca 2018

Podsumowanie maja i roztrenowanieeeeeee

W maju nie ma bardzo co podsumowywać. Pobiegłem maraton lubelski zgodnie z tradycją. Ponownie jako zając. Biegło się bardzo fajnie. Trochę zacząłem zwalniać i ograniczałem treningi po ciężkiej zimie. Muszę po prostu odpocząć, nabrać masy i zrobić jednym słowem labę. Tak w tym roku zrobiłem już mocną życiówkę w półmaratonie i w maratonie. Starczy ze mnie już na ten rok. Tysiąc km przekroczyłem w maju. Kolano lewe nadal boli.

Liczna wykonanych treningów: 12
Liczba treningów biegowych tygodniowo: 8
Liczba startów w zawodach: 1
Życiówki: brak
Ogólna liczba kilometrów biegu w maju 2018:  95,9 km
Łącznie bieganie w 2018: 1.218,38 km  
Ponadto: kajak 43 km, rower 43 km

Średnia liczba km na treningu: 11,98 km
Średnia na kilometr: 5:15
Liczba godzin spędzonych na bieganiu: 8:24
Średnia prędkość 11,42 km/h

W czerwcu zamierzam po połowie ruszyć się.

środa, 16 maja 2018

VI Maraton Lubelski na różowo
Po raz kolejny zającowałem na maratonie w Lublinie. Po raz drugi na czas 4:00. Zabawa była przednia. Biegło mi się super. Przybiegłem 3:59:58 brutto. Potraktowałem bieg jako długie wybieganie. Tak na spokojnie bez dramaturgii i walki w pełnym luzie i z humorem. Tym razem relacja w formie fotograficznej bo fotek mam mnóstwo.
Przed startem oczywiście wzbudzałem szerokie zainteresowanie. Krótka rozgrzewka i w drogę.
Na początku za zawsze ścisk i tłok. Tłum nakręca tempo.
Po 8 km nad Zalewem było juz luźniej. nadal brakowało mi 300 metrów.

Grupa do 30km trzymała się dzielnie a potem była już walka. Niektórzy tracili siły a inni nawet przyspieszyli.

To już ostatnie kilometry które wspominam najfajniej. Przyspieszyliśmy nawet parę sekund.

Jeden z rowerzystów jechał z nami z dobra muzyką i wspierał konających.
Kolega Michał na 30 km miął już dość ale zebrał się do fotki. Było bardzo ciepło ponad 24 stopnie i miejscami duszno ale co tam zająca to nie ruszało.
Luz, swoboda i opanowanie.
Rowerzysta Radek umilał nam bieg mocna muzyką róznej maści gatunków


 
40km 
                                                                 Tak się biega maraton.
Sama radość biegu
Na mecie konsumpcja marchewki-:)

I po wszystkim z kolegą Michałem, który towarzyszył mi na trasie jako drugi zając

poniedziałek, 14 maja 2018

Lekko między maratonami
Po maratonie w Hamburgu był Dzień Dziecka i podjadłem trochę więcej. W końcu kiełbasa i zimne piwko oraz trochę słodyczy. Nie planowałem póki co dalszych planów biegowych i startów. W tym roku 2 pokaźne życiówki mi wystarczają.Zresztą poprzeczkę zawiesiłem sobie już wyskoko.
 Gdy wróciłem do Polski to wybrałem się na kajaki popływać. Na początek 10 km. Rozruch biegowy zrobiłem w czwartek 6,5km z ran a w południe popłynąłem19 km kajakiem.
Dopiero w  niedzielę zrobiłem dyszkę bardzo spokojnie po 5 minut.
Teraz regenerowałem się i starałem się odpoczywać od biegania.  Ponownie wskoczyłem w kajak we wtorek i piątek. 
Przed startem w Maratonie Lubelskim w piątek przebiegłem małe kółeczko 6,5km z rana bardzo spokojnie powyżej 5 min/km.
Po tak mocnym panie treningowymi dobrych wiosennych startach byłem w biegowej euforii. Start jako zając na 4 godziny w Lublinie zapowiadał się zatem mega zabawą. Tempo 5:40/km to bardzo wolne dla mnie. w tym roku jeszcze tak wolno nawet rozruchu nie robiłem. Pogoda zapowiadała się bardzo dobra ponad 20 stopni a więc czekała mnie kolejne fajna przygoda.

wtorek, 8 maja 2018

3:13 w maratonie w Hamburgu
Na pierwszy zagraniczny maraton jechałem bardzo pewnie z nadzieję, że 3:14 złamię. Byłem przygotowany dość dobrze. Każdy wynik poniżej 3:14 będzie sukcesem a co urwę to się miało okazać. Pod numer ładnie byłoby 3:11. Po przetrenowanej zimie jednak byłem zmęczony. Plan i treningi uzupełniające dały w kość. Za wcześnie zacząłem plan a pól roku przygotowań to spore wyzwanie.
Na jednym z portali znalazłem taki oto opis maratonu:

W Hamburgu rozegrany został jeden z najmocniej obsadzonych maratonów tej wiosny na Starym Kontynencie. W stawce elity 33-ciej edycji tego słynnego biegu dostrzec mogliśmy aż 5 biegaczy z rekordami życiowymi poniżej 2:06 w tym Kenijczyków: Emanuela Mutai, Sammy Kitwarę, Stephena Cheboguta, Etiopczyków Ayele Abshero i Solomona Deksisę czy mistrza olimpijskiego z Londynu Stephena Kiproticha z Ugandy

Stawka była zatem imponująca.

Jadłem makaron i buraki kilka dni przed biegiem jak szalony. Do Hamburga poleciałem z tatą w piątek. Tam była aklimatyzacja. Zmiana otoczenia i lot zrobiły swoje. Do tego obawy jak to będzie w obcym kraju się biegło.
Na starcie stanąłem przy zającach na 3:15. Ponad 14 tyś. maratończyków.
O 9:32 wyruszyło na trasę. Piękne okolice dużo zieleni i masa kibiców. Mega atmosfera coś niesamowitego. Już po 600 metrach musiałem się zatrzymać aby odda mocz. Pierwszy raz tak mocno się opiłem przed maratonem. Kilometr za kilometrem leciało się świetnie. Pierwsza piątka rzecz jasna na spokojnie średnio 4:43 i piątka ponad 23 minutyi dalej zacząłem się rozkręcać.  Dycha wyszła w 46:15 i euforia nie schodziła co dało się odczuć na kolejnych 5 km gdzie doping niósł konkretnie. Tutaj po 4:25 i to było za szybko jednak. Na 20 km zdyscyplinowałem się i wróciłem do tempa 4:30/km. Pierwsza połówka w
01:35:48 to całkiem całkiem.
Dalsza cześć biegu przebiegała bardzo płynnie i równo. Na każdym kilometrze piłem i żele od 8km wcinałem.
30 km przeleciałem bardzo dobrze w 2:15. Starałem się trzymać cały czas swoje zakładane tempo. Po 35 km byłem tak zadowolony z biegu już wstrzymywałem się tylko z przyspieszeniem które miało być pd 37km na ostatniej piątce.
Na 36 km niepotrzebnie już się jarałem osiąganym wynikiem. Wyciągając bidon przybijałem piątki dzieciakom i zaczepiłem o rower wywróciłem się łamiąc stolik na punkcie żywieniowym. Aj w tempie 4:30 to nie to samo co na zającowaniu przy 5:40. Rutyna zgubiła.Wybiłem się z rytmu i nogi już strajkowały, choć głowa chciała mocniej biec. Ostatnie kilometry po 4:45 i 4:50 niestety plan był na 3:11 ale dobrze jest. Do końca walczyłem jednak o urwanie jeszcze kilku sekund.ale cel osiągnąłem 3:13:33 czyli o 31 sekund szybciej niż ok temu. Uplasowałem się na 682 pozycji i 7. z Polaków. Małymi kroczkami zbijam czas i sprawia mi to frajdę.
Warunki biegowe były dobre choć słońce przygrzewało.Organizacja mega fantastyczna. Jestem zachwycony. Tłumy na trasie i ten niesamowity doping. Mieszkańcy po prostu są dumni z tego, że przyjeżdżają biegacze z całego świata. Wszędzie doskonale zabezpieczone ulice. Żadnych aut i autobusów na trasie nie było podczas biegu. Punkty ożywienie perfekcyjnie funkcjonowały. Bardzo, bardzo dużo seniorów i dzieci na trasie dopingowało. 
Podsumowując zmęczenie jest spore po zimie i mogłem jednak zaplanować wcześniej maraton.Teraz czas na dobre jedzenie i kilka dni odpoczynku a potem... kolejny maraton ten Lubelski-:) Ważne, że kolejne postanowienie noworoczne zrealizowane.
Dziękuję serdecznie Asi za cierpliwość zwłaszcza za wczesne poranne i późno-wieczorne oraz długie weekendowe znoszone treningi. Słowa podziękowania należą się za pomoc w przygotowaniach Darkowi Trębickiemu Rafałowi Pajdoszowi za cenne uwagi, Łukaszowi Wróblowi i Katarzynie Jendruchniewicz za ratunek kolan na kilka dni przed startem. Super ciotce Żanecie Chylewskiej i wujowi Franciszkowi Chylewskiemu za doping, fotki, wsparcie logistyczne i żywieniowe (makaronu szybko nie zjem-;) tacie Wiesławowi Węda i kuzynowi Mateusz Chylewski za obecność i wszystkim dopingującym w sieci.

sobota, 28 kwietnia 2018

Ostatni trening i podsumowanie przygotowań

W środę wczesnym rankiem lekka 5tka i 5 setek na zakończenie planu treningowego. Zrobiłem go katując sir od listopada.
Pokonałem ponad 1500 km. Stosowałem różnorodne urozmaicenia. W okresie zimowym w okresie zimowym chodziłem na basen. Byla siłownia ale nie często rower i marsze. Biegałem regularnie 5 a nawet 6 czy 7 razy w tygodniu. 
W lutym mimo 28 dni to nabiegałem na treningch 340 km i to był rekordowy miesiąc pod względem biegania.
Wstawałem wcześnie rano ale tez i wieczorami po pracy szlifowałem formę. Sporo wyrzeczeń to mnie kosztowało.
- Zgubiłem 11 kg od listopada.
´1500 km pokonanych
-100 godyin treningow
-ponad 100 treningow
-103 godziny przeznaczonych na treningi
-srednia treningow 4,50?km
- Odłożyłem słodycze i teraz tylko będą jako nagroda.

Na treningach walczyłem w deszczu śniegu i mrozie. Treningi wykonywałem w 6 parach butów. Wszystko to po to aby przygotować się do startu w maratonie. Cel jest bardzo wysoko powieszony.
Przyznam po zrobieniu mega życiówki w półmaratonie 1:25 jestem zmęczony. Moglem obrać inny maraton wcześniej. Coz cross maraton robiłem 6 tygodni temu. Jak to wpłynie na moją formę to się okaże.
Ostatnie 3 tygodnie to problem bólu prawego kolana. Mialem już z nim problemy. Bylem u fizjoterapeuty i założył mi tejpy. Za pierwszym razem to mogło i po 3 dniach było dobrze.
Teraz ponownie je mam ale na dwóch kolanach.
Co ma być to będzie. Będę walczył. Jestem GOTOWY..........

piątek, 27 kwietnia 2018

Bardzo mocny tydzień, czyli nareszcie pękła setka

Po zawodach dokręciłem śrubę w treningach. Porobiłem mocne kilometrówki poniżej 4 minut. Akcenty i siłę biegową także pokatowałem. Ostatnie wybieganie zrobiłem 30 km ale już nie tak szybkie. Obawiałem się trochę że zbyt ostre bieganie może źle mi się skończyć kończy.
W sumie 103 km po raz pierwszy 100 km pękło w jednym tygodniu 7 treningów.
Kolejny tydzień to już 4 treningi i zdecydowanie więcej czasu na regenerację poświeciłem. Siłę biegowa w postaci podbiegów na most w połowie wykonałem. W niedzielę 15 km wybiegania było w tempie docelowym.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Trudna Czwarta Dycha do Maratonu w Lublinie ... i wpadka żywieniowa
Niby nie powinno biegać się w zawodach dzień po dniu w zawodach. Zrobiłem tak kila lat temu po 15tce w parku Karczewskim była dycha i łatwo nie było. Jednak przy moich treningach chciałem sprawdzić reakcję organizmu i zrobić ostatni mocny akcent wraz z testem kawy i żelu.Do Lublina pojechaliśmy z Asią i jej bratem autem. Pakiet na spokojnie odebrałem. Wypiłem dużą kawę z CPNu jakąś godzinę przed startem. Kawy nie pijam często. Zazwyczaj jedna dwie na miesiąc.  Teraz chciałem zobaczyć jaka będzie reakcja organizmu po jej wypiciu na trasie. Do tego żel po połowie dystansu. Bardzo złe połączenie ale po kolei.
Do Lublina pojechałem  bo lubię tam biegać. Rozgrzewkę zrobiłem porządną. 3 km w truchcie, rozciąganie i skipy.
Usadowiłem się na linii startu za zającem na 40 minut i tego zamierzałem się trzymać w żadnym wypadku go nie wyprzedzać wcale. Nie był to czas na robienie rekordów tylko utrzymanie pewnego tempa i rytmu. Tak 40 z przodu będzie dobre. Zabrałem, też żel na połowę trasy tak testowo. Zaczęło się z górki bardzo mocno. ponad 1500 biegaczy wystartowało. Biegliśmy w sporym tłumie w miarę równo. Momentami zając szarpał wg mojego zegarka. Potem wszystko się unormowało.  Wiatr trochę powiewał ale z km na km było coraz lepiej. Po 4 zorientowałem się, że odczuwam potrzebę picia choć trochę. Na piątce 19:48 to bardzo dobrzy był wynik. Jednak na punkcie z woda było ciasno i zwolniłem, zając odszedł. Wciągnąłem żel który niestety trochę za ciepły był. Popiłem wodą choć jej mało było. Teraz do zająca traciłem już ze 10 metrów. Nie zamierzałem go za wszelką cenę go gonić. Po 6 km który jeszcze był w dobrym tempie poczułem, że mieszanka kawy i żelu to pomysł do kitu. Źle czułem się na żołądku. Zwolniłem kolejny kilometr i następny 8 tez 4:12 już. Zerwałem się na 9 i 10 km. Ostatecznie pod górkę przycisnąłem
 i finiszowałem 40 minut 11 sekund to o 1 sekundę lepiej niż we wrześniu hehh. Zająłem 75 miejsce na ponad 1500 zawodników. Okazało się ze żel na 10 km nie jest mi potrzebny.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Dobry start na piątkę, czyli Bieg z jajem
W sobotę miałem w planie siłę biegową ale też i zawody u zaprzyjaźnionych osób z Fundacji "W te pędy" w Międzyrzecu Podlaskim. Pojechaliśmy z Asią trochę tez im pomóc a przy okazji po bardzo urozmaiconym terenie mogłem zrobić trening. Kaska i Łukasz robią fajne rzeczy i przy tym wkładają wielkie serce w to co organizują. Ich domeną są zawody Nordic walking ale teraz postanowili połączyć to z bieganiem.
Trasa która obleciałem przed startem była jak na nazwę biegu przystało Bieg z jajem bardzo pokręcona z licznymi dołami w lesie i wokół międzyrzeckich jeziorek. Były też małe górki i zbiegi. Po ustawieniu znaków kilometrowych szybka rozgrzewka której nie zrobiłem zbyt porządnie. Czas gonił i trzeba było na start się stawić
Założyłem sobie , że trzymam się jednego miejscowego zawodnika Pawła Siejko ale nie na maxa ta średnio 3:50. Nie zamierzałem zbyt mocno rwać się do przodu i szaleć. Wszak w planach miałem start dnia następnego na dychę w Lublinie. Zatem bez parcia na wynik.
Wystartowaliśmy w grupie około 50 osób. Wspomniany Siejko wyrwał na początek a ja za nim. Poderwał pierwszy kilometr bardzo mocno. Nierówności i liczne zakręty nie pozwalały na równe tempo biegu.
Pierwszy km bardzo szarpany 3:30 to było zdecydowanie za szybko jak na ten czas dla mnie. O dziwo drugi nie wiele wolniej ale na 3 prowadzący trochę osłabł. Kolejny zawodnik który biegł równo ze mną wysunął się na czoło. Potem pobiegł następny i podarli oni do przodu. Tempo 3 km spadło do 3:45. Starałem się trzymać czołówki ale nie za wszelką cenę. W ostateczności jakby, tak dotrwał d ostatniego to ich zaatakuję. Tak się nią stało bo zawodnicy na 4 km odeszli do przodu. Ja biegłem już umiarkowanie 3:55/km. Podłoże zmieniło się z piachu na kostkę i potem asfalt by ponownie wbiec na piach.
Biegłem na 4 pozycji i ona mi w zupełności wystarczała.
Na ostatnim już nie forsowałem i 3:50 na ostatnim dobiegłem jako 4.
Okazało się ze w kategorii wiekowej byłem najlepszy-:) Cóż wynik 18:43 po takim terenie nie jest zły ale trening był to dobry. Wygrał chłopak z czasem jakieś 40 sekund szybciej. Jeszcze im się odegram hehe
 
Zawody były super zorganizowane. Trasa rywalizacji nie sprzyjała biciu rekordów ale bardziej zabawie biegowej po urozmaiconym terenie. Do tego Organizatorzy przygotowali mnóstwo nagród do rozlosowania co ucieszyło zawodników.